|
Wyczekiwana zamiana miejsc |
|
|
Autor: Anna Dziewit
|
|
02.06.2006. |
Kto nie lubi czasem wyobrażać sobie, że jest kimś zupełnie innym? Że mieszka nie tu, tylko tam, ma na imię nie tak, tylko siak, zamiast ślęczeć w bibliotece nad książkami do sesji, jeździć po świecie w przygód poszukiwaniu, zamiast na obiad jeść schabowego w mlecznym, pożywiać się jeno przepiórkami w malinach i tak dalej, banalnych przykładów starczyłoby nam na tysiąc i jedną noc.
Ja też to mam. Wyobrażeniowa wcieleniówka ludzka rzecz. Wiadomo. Tymczasem odkryłam dogodny sposób na zatkanie gęby owym dręczącym pragnieniom zmiany skóry. Wystarczy oto mieć siatkę znajomych i być osobą godną zaufania, by na chwilę owo życie zmienić na inne. Trzeba tylko by poprosili nas o doglądnięcie ich mieszkania kiedy muszą wyjechać. Dwudniowa zmiana adresu może bowiem dostarczyć wielu ciekawych doświadczeń w zakresie badań terenowych nad innym życiem. Przenosząc się z rodzimej aktualnie warszawskiej Woli w syte rejony Śródmieścia, z okolic Czerwonego Prądnika na Wolę z kolei Justowską, zmieniając klatkę schodową, podlewając cudze kwiatki, karmiąc niechętnego kota, malując się w innym lustrze, inny widok mając z okna, inne panie spotykając w pobliskim spożywczym, wdychając zapach innej cegły, albo wielkiej płyty, wsiadając do innych linii tramwaju i w innym kierunku zmierzając po pracy — robiąc to wszystko stajemy się na chwilę kimś całkiem innym. I co najważniejsze — bez ryzyka, że będziemy żałować owego skoku w cudze pantofle, za dni parę wszak wszystko wróci do normy: i lustro, i łóżko, i zapachy w kuchni.
Pilnując cudzych mieszkań nie zmieniam się oczywiście w saudyjskiego bogacza, nie zostaję chwilową gwiazdą pierwszych stron gazet, moje włosy nie zmieniają się nagle w wymarzone czarne loki, ani też nie jadam śniadań na tarasie Ritza na Corniche d’Or. Ale i tak jest fajnie pobyć sobie na chwilę legalną Królewną Śnieżką w domku siedmiu krasnoludków i pić czyjąś ulubioną herbatę z czyjegoś kubeczka. Ów metafizyczny trick na wakacje polecam. |