Studenci AGH bezkonkurencyjni w zawodach mobilnych robotów Chociaż nie spotkaliśmy się nigdy wcześniej rozpoznają mnie od razu. – Niewiele jest dziewczyn na AGH – tłumaczą. Marcin Okarma i Mariusz Kaczmarek, studenci IV roku automatyki i robotyki AGH, to dwukrotni złoci medaliści zawodów mobilnych robotów w Wiedniu. Ich dzieło – Hurricane – zdeklasowało w tym roku rywali w dwóch kategoriach: line follower i line follower z przeszkodami. W rywalizacji wzięło udział prawie 300 robotów z 17 krajów. Najważniejszy pomysł – Line follower to konkurencja, w której robot śledzi czarną linię na białym tle – tłumaczy Mariusz. – Linia ta nie jest magnetyczna, robot sam rozpoznaje kontrast, różnice między kolorami. Wygrywa ten, który najszybciej przejedzie trasę. W line follower z przeszkodami robot musi pokonać dodatkowe utrudnienia, przejechać przez tunel, ominąć przeszkodę. – Roboty są w pełni autonomiczne – zaznacza Marcin. – Muszą wykorzystać własną inteligencję do pokonania trasy. I są bardzo posłuszne, wystarczy im tylko w odpowiedni sposób przekazać co mają robić i one słuchają. Na ogół – kończy ze śmiechem. Na pytanie, co jest najważniejsze w konstrukcji robota zgodnie odpowiadają, że pomysł. – Później z takimi szczegółami jak zrobienie elektroniki w akademiku nie ma już problemu. Koszt wybudowania robota to kilkaset złotych.  Mariusz Kaczmarek i Marcin Okarma z podwójnym złotym medalistą z Wiednia, robotem Hurricane. Fot. Dawid Jach, Krakowska Studencka Agencja Fotograficzna AGH Przyssany do podłoża Studenckie Koło Naukowe „Integra”, którego są członkami, w zawodach krajowych reprezentuje zazwyczaj kilka osób. Do Wiednia Marcin z Mariuszem pojechali jednak sami, na własną rękę, prywatnym samochodem. Pozostali zrezygnowali z powodu zbyt wysokiej opłaty kwalifikacyjnej. Pytam więc, czy nagrody zrekompensowały im poniesione koszty. – Dostaliśmy dyplomy. I statuetki. Dwie! – mówi Marcin. – Zawodnicy są ambitni. Kiedy widzą, że dany robot jest lepszy od razu starają się podpatrzeć pewne rozwiązania i na następne zawody zbudować coś podobnego albo lepszego. Mam dużą satysfakcję, jeśli uda mi się pokonać robota, który kiedyś był szybszy, bardziej skuteczny. Hurricane zwyciężył, bo był najlepszy – wyjaśnia Mariusz. – Można robota puszczać coraz szybciej i szybciej, ale w pewnym momencie następuje zerwanie przyczepności i poślizg. Nie da się go już bardziej przyspieszyć bez dodatkowych rozwiązań. My zastosowaliśmy napęd tunelowy, który przysysa robota do podłoża. Tak się robi w Formule 1. Wtedy można uzyskać dużo większą prędkość, bo robot nie wypada z zakrętów. Sumo i mysz
Studenci rywalizują w kilku różnych kategoriach. – Największa konkurencja jest w minisumo – mówi Mariusz. – Mężczyźni lubią trochę powalczyć. A tu przynajmniej nikt nie robi krzyku z tego powodu, że ktoś kogoś pobił. Zawodnicy stawiają swoje roboty na ringu i znak sędziego wprawiają je w ruch. Te zaś po odczekaniu regulaminowych 5 sekund ruszają do ataku. Wygrywa ten robot, który pierwszy zepchnie przeciwnika z ringu. – Zdarza się, że walka trwa jedynie pół sekundy – opowiada Marcin. – Są tak szybkie roboty, że od razu rozpoznają przeciwnika i ruszają w jego kierunku. Ale są też takie, które potrafią zrobić unik przed rywalem, zajechać go od tyłu. Wtedy walka wygląda ciekawiej i może trwać dłużej. Mysz w labiryncie to konkurencja, w której robot musi samodzielnie pokonać szereg krętych ścieżek i jak najszybciej, w zależności od modyfikacji, wyjść z labiryntu albo znaleźć jego środek. Dla tych, którzy nie lubią dostosowywać się do twardych reguł regulaminu wymyślono konkurencje freestyle. Tutaj panuje całkowita swoboda, bywają nawet roboty tańczące. Wygrywa ten, który najbardziej spodoba się jury. Tele inspiracje Jak pewnie każda, także ich historia ma gdzieś początek. – Kiedy byłem w liceum zobaczyłem w „Teleexpressie”, że roboty z AGH coś tam zrobiły. I to było fajne – opowiada Mariusz. – Teraz realizuję marzenia z przeszłości. To, co robimy wykorzystuje się potem w przemyśle, tylko pod inną postacią. Dziś prawie wszystko wyposażone jest w układy sterowania. I taki układ jest na przykład… w twoim dyktafonie! – kończy Marcin. Justyna Sapeta
|