|
W Polsce zainteresowanie historią wzrasta. I to nie tylko na drugi dzień po suto zakrapianych imieninach, kiedy to wspólnie ze szwagrem lub kimś pełniącym jego rolę, poznaje się koleje dziejów. Warto przecież wiedzieć, dlaczego sąsiedzi nie odpowiadają na 'dzień dobry'. Ale poznawać historię można nie tylko na okoliczność poimieninową. Książki i inne źródła to oczywistość i nie ma się nad nimi co rozwodzić, bo każdy (przynajmniej za moich czasów tak było - skoro już o historii) - widział książkę. A niektórzy nawet wiedzieli, jak ją otworzyć. Coraz popularniejsze nad Wisłą są grupy rekonstrukcyjne. To coś dla tych, którzy książkom do końca nie wierzą i sami chcą sprawdzić, ile waży trzymany w dłoni miecz i noszona na własnym ciele zbroja płytowa, czy inny zestaw antykrzyżacki.
Wojen ci u nas był dostatek, więc jest co rekonstruować. Nie wszystkie takie zabawy muszą dotyczyć konfliktów zbrojnych. Pacyfiści mogą np. lepić garnki według technologii z czasów, gdy Bolesław Krzywousty zastanawiał się, co założyć na koronację. Lub zająć się czymś innym, do woli przebierając w sezamie historii. Także tej najnowszej, w której samemu brało się udział. Bo dla piszącego te słowa, czasy studenckie to już historia, którą warto sobie przypomnieć, najlepiej przez odegranie jej na nowo. Do rekonstrukcji potrzebni byli przyjaciele, z którymi na studiach najwięcej się... uczyłem, rzecz jasna. Zebranie ekipy było najprostszą częścią przygotowań, bo przecież każdy z zaproszonych tęsknił za tym, żeby naczytać się książek tak bardzo, żeby aż zacząć niewyraźnie i nie na temat mówić, a potem zasnąć w butach i ubraniach. Potrzebne jest jeszcze pomieszczenie, w którym na własnej skórze można uczyć się historii i przypomnieć sobie studenckie czasy. Z tym na szczęście też nie było problemu, bo okazało się, że miejsce, w którym dużo się uczyliśmy możemy wynająć na jedną dobę - ot, uroki krzyżówki akademika z hostelem. Wspólna nauka i zgłębianie - jak za starych, dobrych lat - niuansów wiedzy wszystkim wyszła na zdrowie. Choć co prawda po całonocnej nauce nikt w pierwszej chwili tego nie przyznał, ale i tak warto się uczyć. I dobrze jest przypominać sobie swoje dzieje. Nie tylko te ze skali makro czy bardzo odległe w czasie. Na uwagę zasługuje też wspomnienie najlepszych lat 'koncesjonowanej odpowiedzialności'. Czyli studiów właśnie. Marcin Chmielowski |