Podglądanie Kirgizów
Spotykamy się za godzinę - powiedział do nas. Popatrzyliśmy na siebie zdziwieni. Po raz pierwszy w życiu siedzieliśmy na koniach, a ich właściciel bez obaw chciał, żebyśmy sami ruszyli przed siebie.
Ogromne przestrzenie, niezamieszkałe tereny, góry, jeziora i ludzie, którzy jakby urodzili się w siodłach - tak Kirgistan buduje swój wizerunek kraju turystycznego. Głównie za sprawą organizacji takich jak np. Comunity Based Tourism (CBT) podróżowanie tu jest stosunkowo łatwe. CBT zrzesza lokalną społeczność, która wynajmuje prywatne kwatery, organizuje trekingi, noclegi w jurtach, czy właśnie jazdę konną.
To dzięki CBT jesteśmy nad jeziorem Song Kol, śpimy w jurcie, podglądamy Kirgizów. Od jednego z nich wynajęliśmy konie. Trochę z ciekawości, a trochę dla zasady, bo w końcu będąc w Kirgistanie nie jeździć konno, to jak będąc w Zakopanym nie jeść oscypków. Jednak nie spodziewaliśmy się, że dla Kirgizów oczywistym jest, że każdy wie, jak się z nimi obchodzić. Widząc jednak nasze zdziwienie, właściciel zwierząt zgodził się nam towarzyszyć.
- Tu trzymasz, tu ciągniesz - pokazywał na lejce. Tyle trwało przeprowadzone przez niego instruowanie. Zdawało się, że to bułka z masłem. Wynajem konia na jeden dzień kosztuje 400 som (równowartość 28 zł). Przewodnik to koszt rzędu 450-550 som dziennie, a nocleg w jurtach waha się między 300 a 400 som. Coraz większe zainteresowanie obcokrajowców wakacjami w siodle sprawiło, że powstają też wyspecjalizowane gospodarstwa agroturystyczne. Grupę siedmiu Francuzek, które właśnie tak spędzały swój
urlop, spotkaliśmy niedaleko jeziora Kol Tor. Były zachwycone głównie tym, że bez żadnych ograniczeń mogły jeździć, gdzie tylko chciały. W Kirgistanie nie potrzeba bowiem specjalnych pozwoleń na trekingi w górach. Można przemierzać setki kilometrów i nie być nękanym patrolami, ani nawet widokiem innych turystów.
Gdybyśmy siedząc w siodłach czuli się pewnie, to i my niewątpliwie pognalibyśmy przed siebie. Brzeg jeziora kusił, by dać upust dziecięcym fantazjom i pogalopować, jak daleko się tylko da. Konie jednak były mądrzejsze od nas i spokojnie, krok za krokiem, do znudzenia szły przed siebie.
Dla takich jak my, czyli zupełnych nowicjuszy, Kirgistan oferuje przejażdżki wyliczane według stawki godzinowej. Dla odważnych i lubiących rzucać się na głęboką wodę - od razu bez opieki. Dla tych, którzy wolą wolniej i bezpieczniej - pod okiem przewodnika.
- Już wiecie co i jak? - po 20 minutach powolnego stępa zapytał nas znużony Kirgiz. Znowu popatrzyliśmy na siebie znacząco. - Wy tu sobie pojeździcie, a ja za chwilę wrócę - powiedział i galopem pognał w dal zostawiając nas sam na sam ze zwierzętami. Te jakby zaprogramowane po godzinie wróciły pod właściwą jurtę. Przez większą część przejażdżki mogliśmy spokojnie rozmyślać o bolących pupach. O resztę zadbały konie.
Aśka Wojciechowska-Kańdulska
Więcej informacji na: www.cbtkyrgyzstan.kg