Miałam cudownych mistrzów
Chciałam być aktorką odkąd zobaczyłam film 'W pustyni i w puszczy' i byłam przekonana, że powinnam zagrać Nel. Nawet zamykałam się w łazience i udawałam, że rozmawiam ze słoniem. Do dzisiaj uważam, że byłabym w tym świetna! Później, z miłości do poezji, którą do dzisiaj w sobie pielęgnuję, zainteresowałam się teatrem. Widziałam ostatnie przedstawienia Konrada Swinarskiego i zapomniałam się w jego świecie. Miłość do Stasia z 'W pustyni i w puszczy' zamieniłam na miłość do Konrada z 'Wyzwolenia', czyli Jerzego Treli. Miałam pamiętnik, w którym imię Jurek było napisane sercami na wszystkie sposoby. No i pomału zakochałam się już nie tylko w aktorze, ale w teatrze w ogóle.
Egzamin do szkoły teatralnej to było traumatyczne przeżycie. Nie da się tego opowiedzieć. Zupełnie nie rozumiałam, o co chodzi członkom komisji, wykonywałam wszystko jak we śnie. Byłam tak pewna, że się skompromitowałam, że nie poszłam nawet zobaczyć listy przyjętych. O tym, że dostałam się do drugiego etapu powiedziała mi na ulicy koleżanka, która zresztą odpadła. Od egzaminatorów, którzy później stali się moimi kolegami dowiedziałam się, że podobno poradziłam sobie fantastycznie. Naprawdę nie wolno się zniechęcać. Koledzy z grupy nazywali mnie 'Szefową', bo byłam taką przewodniczącą grupy. Teraz się śmieję, że wyczuli we mnie tę cechę, bo od około 10 lat bardzo często jestem obsadzana w rolach dyrektorów, trenerów, szefowych firm. To w filmach i telewizji, bo w teatrze mam zupełnie inną twarz. Wszystko, co się działo w szkole teatralnej od pierwszego dnia sprawiało mi ogromną rozkosz. Byłam na każdych zajęciach, pracowałam jak szalona, praktycznie nie wychodziłam ze szkoły. Moi koledzy myśleli, że jestem z natury prymusem, podczas gdy w liceum chodziłam na wagary i miałam dużo trój.
Nie lubiłam tylko zajęć z szermierki. Prowadziło je małżeństwo szermierzy, którzy o mało nie zemdleli, kiedy dowiedzieli się, że jestem wnuczką tego (!) Władysława Segdy, dwukrotnego medalisty olimpijskiego. Nigdy dziadka nie poznałam, ale założyli, że to niemożliwe, żebym nie miała wrodzonego talentu, że jestem świetna. A nie mogłam być, bo nie chodziłam na zajęcia. Mam genetycznie zakorzenioną asertywność i jeśli na coś nie mam ochoty, to nic mnie do tego nie zmusi. Nie byłam w stanie wytrzymać trenowania w maskach i kamizelkach, które leżały tam z 50 lat, odkładane dwa razy w tygodniu jedne na drugich. Maski trzeba założyć na twarz, bo można sobie wybić oczy, a przy tak wyczerpujących fizycznie zajęciach to był straszny syf! Szczęśliwie szermierka była na III roku, a miałam już wtedy sporo propozycji z teatru.
Zadebiutowałam w 'Zbrodni i karze' Andrzeja Wajdy, zastępując chorą koleżankę w roli Soni. W naprawdę kultowym dla nas przedstawieniu, odkąd na I roku zobaczyliśmy je na próbie generalnej. I nagle się okazało, że mam w nie 'wejść', w dodatku zagrać po raz pierwszy na scenie w Jerozolimie i to o północy, bo musiał się skończyć szabas! Sam wyjazd do Izraela był wtedy czymś zupełnie niesamowitym, praktycznie niemożliwym. To były lata 80., pobrzmiewały echa stanu wojennego. Było bardzo biednie, w Krakowie brakowało knajp. Czasami w soboty szliśmy do Piwnicy pod Baranami, jedynego wtedy miejsca otwartego do nocy. Jeździliśmy też w góry, na narty. Ale przede wszystkim pracowaliśmy bardzo intensywnie. To był wspaniały czas, żyłam pełnią życia.
I miałam cudownych mistrzów: najpierw Jana Peszka, później Krzysztofa Globisza. Jako aktorkę najbardziej ukształtowało mnie to, że trafiłam na Jerzego Jarockiego. W teatrze kolejnym mistrzem był Jerzy Grzegorzewski, którego język teatralny jest mi niesłychanie bliski. Myślę, że szkoły dwóch ostatnich połączyły się w moim aktorstwie, ale też w sposobie, w jaki uczę studentów. Miałam bardzo wiele szczęścia, że mogłam trafić na takich gigantów. Czekam na następnego.
Wysłuchał i zabrał Daniel Lis
Dorota Segda - aktorka Starego Teatru w Krakowie. Do najsłynniejszych kreacji scenicznych należą m.in. rola Salomei w 'Śnie srebrnym Salomei' (1993) i Małgorzaty w 'Fauście' (1997) w reżyserii Jerzego Jarockiego, Joasa w 'Sędziach' (1999) i Racheli w 'Weselu?'(2000) Jerzego Grzegorzewskiego, ostatnio również Julii w 'Król umiera, czyli ceremonie' (2008) Piotra Cieplaka. Szerszej publiczności znana szczególnie z ról w filmach 'Faustyna' i 'Tato' oraz z seriali 'Na dobre i na złe' i 'Naznaczony'. Od 10 lat naucza w krakowskiej PWST.