Jagiellońskie centrum językowe - Wakacyjne kursy językowe
 
Start arrow Kultura i rozrywka arrow Człowiek antysentymentalny
 
 
Człowiek antysentymentalny Email
Oceny: / 0 KiepskiBardzo dobry 
Autor: Karol Surówka   
10.08.2010.

Rozmowa z Adamem Nowakiem, wokalistą i gitarzystą zespołu „Raz, Dwa, Trzy”

W 1991 roku zespół „Raz, Dwa, Trzy” zdobył główną nagrodę na Festiwalu Piosenki Studenckiej w Krakowie. Juror – Jacek Kaczmarski – chwalił muzyków za „profesjonalizm nieograniczający ekspresji i spójne propozycje artystyczne”.

W następnych latach przyszły kolejne sukcesy. Autorska piosenka „Trudno nie wierzyć w nic” plasowała się na pierwszych miejscach list przebojów. Zespół wydał także, w multiplatynowym nakładzie, aranżacje piosenek z tekstami Agnieszki Osieckiej i Wojciecha Młynarskiego.

Image 

– Grałeś ostatnio w Krakowie, w którym wszystko się dla Was zaczęło. Masz do tego miasta jakiś szczególny sentyment?

– Jest coś takiego. Ja jestem człowiekiem antysentymentalnym zupełnie, natomiast każdorazowo, kiedy tu występujemy, to te wspomnienia wracają. Sam przyjazd do Krakowa powoduje taki rodzaj przyjemnego ukłucia, że jest to miasto, które pierwsze nas zasymilowało i zaakceptowało, i że tutaj nastąpiło odwrócenie życiorysu. Czasem to wspominam, ale nie rozpamiętuję tego. Traktuję to dzisiaj jako zdarzenie techniczne, bardzo ważne w biografii.

– Czy główna nagroda na Festiwalu Piosenki Studenckiej to był moment, w którym pomyślałeś, że można żyć z muzyki?

– Nie wiem, na czym polegała tajemnica zauroczenia jury i publiczności, bo myśmy wtedy nic nie umieli! Nie potrafiliśmy grać, mieliśmy kilka piosenek. Być może w trakcie pobytu na scenie było w nas coś takiego, co spowodowało, że zwrócono na nas uwagę. Tam okrzyknięto „Talerzyk” piosenką młodego pokolenia, która oczywiście tą piosenką w ogóle nie została, bo nie stała się ani hymnem, ani nikt się tego nie uczy na pamięć, nikt tego nie śpiewa przy ogniskach. Więc myślę, że te „ochy” i „achy” były bardzo na wyrost. Natomiast był to dobry kopniak w tyłek dla nas, jako dla ludzi, którzy chcieli żyć z muzyki.

– Na początku kariery adresowaliście swoje utwory głównie do środowiska studenckiego...

– Mówisz z pozycji odbiorcy. My jako wykonawcy nie mieliśmy żadnej grupy docelowej. Po prostu pisaliśmy piosenki i śpiewaliśmy dla tych, którzy nas zapraszali bez względu na to, kto to był. A graliśmy, rzeczywiście, od klubów studenckich po jakieś przedziwne uroczystości z innymi zespołami.

– Kiedyś zaskoczyłeś fanów odmową nagrania kolejnej płyty z piosenkami Agnieszki Osieckiej. Dlaczego zrezygnowałeś z tej propozycji?

– Do takiego nurtu wchodzi się tylko raz. Ja, po pierwsze, bardzo łamałem się przed zagraniem piosenek Agnieszki Osieckiej, bo byliśmy z zupełnie innego świata. Ale przekonało mnie kilka zdań, że skoro jest taka możliwość, to czemu nie zmierzyć się z twórczością innego artysty na zasadzie takiego właściwie technicznego wykonania, że śpiewamy czyjeś piosenki, jednokrotnie. Okazało się, że koncert cieszył się tak dużym zainteresowaniem, że postanowiono wydać płytę. A kiedy pojawiła się na rynku, to sprzedano ją w jakichś nieludzkich ilościach. Ja już wtedy wiedziałem, że nie będę drugi raz tego robił. Ale myślenie wydawców jest inne, komercyjne: jeżeli coś się udało, to zróbmy część drugą, trzecią, trzydziestą ósmą, przecież wszyscy na tym dobrze zarobimy. Zrezygnowałem, bo jest to artystycznie nieciekawe. To samo było z piosenkami pana Wojciecha Młynarskiego, który zaproponował nam zaśpiewanie jego utworów. Poza tym jest to jeden z najbardziej niezwykłych tekściarzy w tym kraju, który dotknął w niedostępny dla innych sposób pewnej tematyki, której nikt już podobnie nie opisze.

– Na pytania o styl gry zespołu zawsze odpowiadasz wymijająco. Nie chcesz być zaszufladkowany?

– Nie, ja uważam, że my gramy bez stylu (śmiech). Mamy na tyle rozległe gusta muzyczne, że w pewnym stopniu to wszystko miksuje się ze sobą. Nie dlatego, że naśladujemy kogoś, też nie ze strachu przed naśladowaniem kogoś, tylko dobieramy narzędzia brzmieniowe do treści piosenek. Nic więcej.

 

Rozmawiał Karol Surówka

 

Fragment debiutanckiego utworu „Talerzyk”

Kwitnę w kawiarni samotny jak jamnik

patrzę na przejście dla pieszych

a po ulicach idą aż słychać

ludzie bo muszą w coś wierzyć

biegną z mozołem nogi pod stołem

na stole leży talerzyk

ktoś nie przystanął nic się nie stało

talerzyk leżał i leży (…)

 

 
« poprzedni artykuł   następny artykuł »
 
Top! Top!