Wyjazdy zmieniły moje życie
Piotr Kotarba, student stosunków międzynarodowych na Uniwersytecie Ekonomicznym (UEK), po rocznym pobycie na wymianie w Hiszpanii postanowił jeszcze raz wyjechać. Chciał spróbować czegoś nowego, pojechać gdzieś dalej, przeżyć jakąś przygodę. Wybrał Peru.
– Na stronie mojego uniwersytetu znalazłem wykaz uczelni, z którymi UEK podpisał umowę o wymianie studenckiej. Na liście zobaczyłem prywatną uczelnię w Limie, stolicy Peru. Zgłosiłem swoją kandydaturę mailowo, napisałem test z języka hiszpańskiego. W lutym przeszedłem pomyślnie rozmowę kwalifikacyjną w Krakowie i pojechałem.

Przez Andy można także podróżować pociągiem
Przywileje obcokrajowca
– Do Limy przyjechałem na jeden semestr. Uczelnia dała mi wykaz przedmiotów, które mogę studiować. Jednak nie bardzo pokrywały się z moim kierunkiem studiów, wybrałem więc te związane z ekonomią. Uniwersytet Ekonomiczny zaakceptował mój wybór i odesłałem listę moich przedmiotów do Limy. Tamtejszy system nauczania różni się od naszego. W Limie zdaje się egzaminy połówkowe, a potem końcowe. Wykładowcy mają do dyspozycji 20-stopniową skalę oceniania. Dla porównania w Hiszpanii jest 10-stopniowa. Wszystkie przedmioty wykładano po hiszpańsku. Zarówno studenci, jak i wykładowcy byli bardzo tolerancyjni – to ich cecha narodowa. Traktują Europejczyków lepiej niż swoich. Pamiętam jak wykładowca, tłumacząc coś grupie, popatrzył na mnie i powiedział: „Piotr na pewno to wszystko wie, bo on się uczy w Europie”. A w knajpie, gdy Peruwiańczycy stali w kolejce do baru, ja byłem obsługiwany jako pierwszy.

Busiki - popularny środek transportu w Limie
Hotel na koszt uczelni
– Miałem mieszkać w nowym akademiku, ale po przyjeździe okazało się, że jeszcze go nie wykończono. Uczelnia na swój koszt przeniosła mnie do hotelu. Gdy zaczęły się zajęcia wynajęliśmy ze znajomymi mieszkanie w dwupiętrowym domu z ogrodem. Każdy miał pokój z łazienką – płaciliśmy po 200 dolarów – było cudownie. W akademiku ceny są podobne. Na takiej wymianie nie dostaje się stypendium, ale początkowo uczelnia fundowała nam nocleg i przejazd z domu na zajęcia.

Machu Picchu - legendarne miasto Inków
Peru to tani kraj i bardzo atrakcyjny dla turystów. W każdy weekend czy święta podróżowaliśmy, zwykle nocnymi autobusami przez góry, często drogą bez asfaltu. Za przejazd 300-400 km nocnym autobusem trzeba zapłacić około 10 dolarów. Zwiedziłem Machu Picchu, byłem nad jeziorem Titicaca i w dżungli amazońskiej. Peruwiańczycy są bardzo otwarci – sami garnęli się do oprowadzania.
Przez cały czas żywiłem się daniami regionalnymi. Na każdym kroku spotyka się uliczne knajpki, kuchnie domowe, w których jedzą sami Peruwiańczycy. Taki obiad jest niedrogi – dwa dania kosztują w przeliczeniu na złotówki około 4 zł. Śmieszne jest to, że podają ryż razem z ziemniakami, co bardzo mi odpowiadało, bo mogłem najeść się do syta.

W Andach Piotr przesiadł się na lamę
Ekstremalna jazda
– W Limie, choć mieszka tu około 10 milionów ludzi, nie ma transportu publicznego, żadnego tramwaju ani metra. Autobusy jeżdżą tylko po głównych ulicach i są bardzo stare. Mieszkańcy poruszają się małymi busikami w których rozbrzmiewa peruwiańska muzyka. Nie ma przystanków ani rozkładów jazdy. Informacje, dokąd który busik jedzie, można uzyskać od innych ludzi albo od samego kierowcy. Każdy z nich działa niezależnie. Jest ich mnóstwo i często ścigają się ze sobą. Taka jazda na zajęcia zawsze była przygodą. Są ludzie, którzy wychodzą na ulicę z zeszytem i notują, które busiki przejechały, ile osób było w środku i sprzedają te informacje następnym kierowcom. Np.: „Przed tobą jechał taki a taki, wiózł tyle a tyle osób, jeśli się pospieszysz i go wyprzedzisz zgarniesz mu pasażerów”. Kierowca za to rzuca mu na ulicę monetę, np. odpowiednik 20 groszy. Bardzo popularne są też ruchome „budki telefoniczne”. Ludzie kupują sobie telefony różnych operatorów, stoją na ulicy i za opłatą pozwalają z nich korzystać. Jest to tańsze niż dzwonienie z własnego telefonu pod numer z innej sieci.
W rejonie Limy często występują trzęsienia ziemi, dlatego większość domów ma nie więcej niż dwa piętra. Miasto rozrasta się, przejazd z jednego krańca na drugi zajmuje około 3 godzin.

W autobusie z przypadkowo poznanymi Peruwiańczykami
Rozmówki hiszpańskie
Na wymianie było ponad 30 osób. - Ja byłem na semestrze drugim, choć w Limie okazało się, że jest to pierwszy. Na odwrót mają pory roku, tak samo na odwrót liczą semestry. Na wymianie przeważali ludzie z Francji, byli także studenci z Niemiec, Finlandii, z innych krajów Ameryki Południowej i dwie osoby ze Stanów Zjednoczonych. Porozumiewaliśmy się po hiszpańsku, ale był chłopak z Francji, który w ogóle nie znał tego języka. Pamiętam, że przyjechał do hotelu, mieszkał z nami kilka dni. Francuski jest trochę podobny do hiszpańskiego, ale on nie był w stanie powiedzieć nic, oprócz hola. Siedział przez pierwsze cztery dni przy komputerze, z słuchawkami na uszach, ściągnął sobie jakiś program do nauki hiszpańskiego. I tylko się uczył, wychodził na chwilę coś zjeść i znów wracał do komputera. Potem po 4 dniach ściągnął te słuchawki i zaczął z nami rozmawiać. Jakoś sobie poradził. Z kolei Japonka, która również nie znała hiszpańskiego, nie rozumiała, co mówił wykładowca. Musiała zrezygnowała z zajęć i przez pierwszy semestr uczyła się tylko hiszpańskiego.
*
– Bardzo bym chciał wrócić do Peru, nadal utrzymuję kontakt z ludźmi, których tam poznałem. Szczerze mówiąc kompletnie mi odbiło na tym punkcie. Te dwa wyjazdy, do Hiszpanii i do Peru, zmieniły totalnie moje życie. Mam nadzieję, że swoją przyszłość zwiążę z Ameryką Południową.
Spisała i opracowała Anna Salawa
| Money, money, money Lot Kraków – Lima: ok. 900 euro (w obie strony) Miesięczne koszty utrzymania: 300-400 USD Pokój z łazienką: 200 USD Pokój w akademiku: 200 USD Autobus Lima – Machu Picchu (24 godziny jazdy): ok. 15 USD Bilet na busik w Limie: ok. 0,3 USD Dwudaniowy obiad na ulicy: ok. 1,2 USD |