Od tej strony go nie znacie: prof. dr hab. inż. Leszek Wojnar Parodia lekcji polskiego z wykorzystaniem 'Litanii ku czci P.T. matrony krakowskiej' Boya-Żeleńskiego rozbawiła krakowski Nowodworek. Szkolny, a właściwie klasowy kabaret Leszka Wojnara wystawił spektakl, w którym do swojej polonistki, zwanej 'Kurą', uczniowie zwrócili się słowami:
'Ty, co głupoty powagą Najmądrzejszych wodzisz za łby; Ty, którą po śniegu nago Człowiek bez litości gnałby;
Ty, elokwencji patoko, Coś jest wiecznych sporów źródłem, Czy cię nazwać starą kwoką, Czy też raczej starym pudłem.'
W minionym roku prof. Leszek Wojnar został dziekanem Wydziału Mechanicznego Politechniki Krakowskiej. A w tym roku uhonorowany został Krakowską Nagrodą Allianz 2008 Kultura - Media - Nauka w kategorii Nauka. Fot. Jan Zych Młodym kabareciarzom ostre żarty uchodziły na sucho, 'Kura' miała klasę i duże poczucie humoru. Leszka bawiło także rysowanie kolegów i nauczycieli. Karykaturę dyrektora Józefa Zwolskiego podrzucił na stół przed lekcją.
- Dziękuję anonimowemu autorowi, ale widziałem lepsze - skomentował dyrektor. Później powiesił ją sobie w gabinecie. Na porządku dziennym było parodiowanie głosów i gestów charakterystycznych belfrów. Leszek specjalizował się w bezbłędnym naśladowaniu nauczyciela historii, czym rozbawiał nawet grono pedagogiczne. I LO im. Bartłomieja Nowodworskiego, jedno z najlepszych w Polsce, miało wielu znakomitych nauczycieli. - Najwięcej zawdzięczam Antoniemu Wolańskiemu, fizykowi, człowiekowi o wszechstronnej wiedzy i niekonwencjonalnym, krytycznym podejściu do nauki. Już na pierwszej lekcji wyśmiał podręcznik w związku z tym przez całe liceum nie potrzebowałem książki do fizyki. Szkoła dużo wymagała, ale pozwalała nam chodzić własnymi drogami, uczyła krytycyzmu i myślenia. * Po maturze (1974) jako finalista olimpiady matematycznej i najlepszy uczeń w szkole Leszek mógł przebierać w uczelniach. Wybrał architekturę na Politechnice Krakowskiej. - Imponowali mi dwaj studenci architektury: Marek Grechuta i AndrzejBachleda, chciałem studiować tam gdzie oni - tłumaczy swój wybór. I- odpadłem na egzaminie z rysunku. Zapłaciłem za swoją czupurność. Uznałem, że nie muszę chodzić na żadne specjalistyczne lekcje rysunku pod kątem egzaminu, bo przecież zawsze dawałem sobie radę. To było dobre doświadczenie. Zrozumiałem, że można w życiu dostać po łbie. Szybko się otrząsnął. Rok później miał już indywidualny tok studiów na Wydziale Mechanicznym Politechniki, a na czwartym roku został najlepszym studentem uczelni. Zaskoczyła go nagroda Primus Inter Pares i propozycja etatu asystenta stażysty, choć do dyplomu miał jeszcze rok. To był pierwszy krok do kariery naukowej. Dziś zajmuje się komputerowym przetwarzaniem obrazu, jest cenionym w świecie specjalistą, profesorem nauk technicznych. Działa na styku informatyki, inżynierii materiałowej i medycyny, blisko współpracując z lekarzami. Po marzeniach o architekturze pozostał dom, który sobie sam zaprojektował.
* Nauka nie jest jedyną pasją jego życia. W latach osiemdziesiątych, będąc już pracownikiem naukowym, bawił się w dziennikarza. Pisywał do magazynu 'Motor hobby' i miesięcznika 'Nie z tej ziemi'. - Bardzo przyjemnie wspominam wyjazd na obsługę prasową targów motoryzacyjnych we Frankfurcie. I testowanie cinquecento - w ciągu miesiąca przejechałem 11 tys. km. Przedstawiciele producenta byli zaskoczeni ilością technicznych uwag, które napisałem. Dla przyjemności uprawia różne sporty: jeździ na górskim rowerze, gra w badmintona, żegluje, ma stopień instruktora narciarskiego. - Jestem chyba najstarszym członkiem uczelnianego AZS - śmieje się i nie zamierza rezygnować. Buduje własny jacht klasy 'mikro' - na tyle mały, by można było go holować samochodem. To już druga jego łajba, pierwszą zrobił w czasie stanu wojennego w szopie koło domu. Nowa, profesjonalna łódka według projektu Jerzego Pieśniewskiego może pływać również na morzu. - Mam taki szatański pomysł, by w przyszłości wystartować na niej w mistrzostwach świata - mówi z błyskiem w oku. * W ubiegłym roku prof. Leszek Wojnar został dziekanem Wydziału Mechanicznego Politechniki Krakowskiej. Mimo nowych obowiązków nie wygasła w nim potrzeba komentowania świata za pomocą kreski. Twierdzi, że dowcipny rysunek pozwala nieraz rozładować napiętą sytuację. Zdolności graficzne wykorzystuje także podczas multimedialnych wykładów - dba, by prezentacje były nie tylko ciekawe, ale także ładne. Niektórzy mają go za przebojowego wojownika, który z humorem i z wolą zwycięstwa idzie przez życie. Inni za szczęściarza, któremu los rozrzutnie sypnął talentami. Ale mało kto wie, że drzemie w nim poeta i aforysta. Wydany przed rokiem tomik 'Ukłucie uczucia' odsłania kolejne, tym razem liryczne oblicze dziekana. Stanowi zmysłowy pamiętnik, podszyty humorem zapis uczuć, marzeń i namiętności. Jacek Norton |