Jagiellońskie centrum językowe - Wakacyjne kursy językowe
 
Start arrow Znani od nieznanej strony arrow Prof. Józef K. Mościcki: Zaprogramowani na sukces
 
 
Prof. Józef K. Mościcki: Zaprogramowani na sukces Email
Oceny: / 9 KiepskiBardzo dobry 
Autor: Katarzyna Miernik   
26.10.2008.

Zaprogramowani na sukces


Kiedyś nie lubiłam chodzić do Coffee Heaven. Kto to widział pić kawę z papierowych, pseudoamerykańskich kubeczków? Teraz kawa jest w kamionkowych kubkach, a co najważniejsze, piję ją w towarzystwie fizyka, profesora Józefa K. Mościckiego, który opowiada mi o różnicach w studiowaniu w USA i w Polsce. Profesor siedzi na kanapie, do złudzenia przypomina Einsteina. Podnosi głowę, poprawia okulary, uśmiecha się.
 
Image
- Mamy kształcić naszą młodzież nie tylko przez 90 minut wykładu tygodniowo. Powinniśmy tworzyć zachęcające warunki do interakcji z młodzieżą, być otwarci na ich najbardziej zwariowane pomysły - mówi prof. Mościcki
 
 
Po imieniu, z szacunkiem

- Widzisz, w Stanach studenci zwracają się do profesorów po imieniu, ale w tym jest nuta wielkiego szacunku. Dzięki temu lepiej mi się z nimi pracuje, czuje się wspólnotę interesów. Ja ich uczę, oni uczą się ode mnie. Są mentalnie zaprogramowani na sukces. W Ameryce, jeśli nie osiągnąłeś sukcesu to znaczy, że za mało pracowałeś. Bo Amerykanie to pracoholicy -  zaczyna prof. Mościcki, fizyk-biofizyk, który równolegle wykłada i prowadzi badania na Uniwersytecie Jagiellońskim i w Cornell University. - Kiedy pojechałem do USA po raz pierwszy, wydawało mi się, że nasza edukacja jest lepsza, jednak Amerykanie przewyższają polskich studentów w bardzo poważnym traktowaniu studiów. Studia, płatne na najlepszych uczelniach, to inwestycja na całe życie. Ta różnica jest w mniejszym stopniu winą polskiej młodzieży, ale całego naszego systemu szkolnictwa, od przedszkola do dyplomu. W Stanach bardzo dużo czasu poświęca się na pracę własną. Tam praktycznie nie ma ćwiczeń, profesorowie wykładają teorię i dają studentom problemy do samodzielnego rozwiązania. Pomocą służą asystenci. Jednak nikt nie przychodzi na konsultacje bez rozwiązanych zadań. Studenci proszą asystentów nie o pomoc, a o opinię, czy dany problem jest rozwiązany prawidłowo. Nikt nie przynosi zadań rozwiązanych niesamodzielnie. Oczywiście jest taka możliwość, ale według amerykańskich standardów jest to nieetyczne. Egzaminy są wyłącznie pisemne, nie ma możliwości „oczarowania” egzaminatora. Za ściąganie grozi relegowanie z uczelni. Na wykładach jest prawie zawsze stuprocentowa frekwencja i wszyscy studenci biorą w nich aktywny udział. U nas głos zabierają 2-3 osoby i to jeśli profesor na to pozwala. W Stanach nawet na zajęcia nieobowiązkowe przychodzą z gorączką.

Telefon do profesora


- Profesorowie w USA są do dyspozycji studentów. Można umówić się na dogodny termin, również w kawiarni - uśmiecha się. - Moi studenci na UJ bardzo rzadko kontaktują się ze mną, jeśli już to głównie w sprawach administracyjnych. Nie są do tego przyzwyczajeni. Od naszych studentów nie wymaga się zbyt dużo. Wkuć wykłady i zdać egzamin. Na uczelniach amerykańskich studenci chcą się uczyć i mają ciekawe zajęcia. Misją nauczycieli akademickich jest ich nauczyć - a nie wyłożyć materiał - misją studentów jest posiąść wiedzę, którą chcą posiąść. Sami układają plan studiów, ale nie na wariata, często konsultując się z profesorami. W Stanach jest nie do pomyślenia, żeby profesor nie udostępnił swojego numeru telefonu czy maila. Na UJ mam kolegów, którzy chorobliwie chronią swojej prywatności, ograniczają studentom możliwości kontaktu do „godzin konsultacji”. A przecież my mamy kształcić naszą młodzież nie tylko przez 90 minut wykładu tygodniowo. Powinniśmy tworzyć zachęcające warunki do interakcji z młodzieżą, być otwarci na ich najbardziej zwariowane pomysły - oczywiście nie chodzi o niezasłużony podpis w indeksie. Pokazać, że studia wyższe to nie tylko konieczny wpis w CV, ale możliwość osiągnięcia określonego poziomu wiedzy od owocnej kariery w dalszym życiu - oczywiście tych, którzy chcą coś osiągnąć.
Niektórzy polscy profesorowie zachowują się jak guru, których trzeba wielbić za sam fakt bycia profesorem. Powinni służyć studentom nie tylko konsultacjami w zakresie przedmiotu zajęć, ale przede wszystkim podpowiadać jakie dodatkowe studia czy szkolenia warto by wybrać, i co najważniejsze, czym warto by zająć się w przyszłości, w jakim kierunku się rozwijać, gdzie pojechać na staż, praktyki, jaką pracę wybrać.

Myślałem, że go zabiję

- Kiedyś w pokoju asystentów dwóch amerykańskich studentów rozwiązywało zadania. Jeden skończył, drugi nie mógł sobie poradzić. Minęło pół godziny, w końcu zapytałem, dlaczego nie poprosi o pomoc. Odpowiedział: ja muszę sam to rozwiązać! Zgłupiałem, to było takie niepolskie. Inny ze studentów przychodził do mnie codziennie na konsultacje. Po pewnym czasie myślałem, że chyba go zabiję, ale to właśnie o to chodzi. Amerykańscy studenci są bardzo samodzielni i samokrytyczni. Realistycznie oceniają swoje możliwości, poczucie sprawiedliwości i nie zżera ich zawiść, kiedy ktoś jest lepszy. Wierzą, że wiedza, którą posiadają umożliwi im lepsze życie i samorealizację; prawie nie ma plagiatów, do wszystkiego podchodzą serio. Wolę pracę i kontakty ze studentami na Cornell University, i to nie ze względu na zaplecze, infrastrukturę, bo te elementy w Polsce są coraz lepsze, ale właśnie na takie podejście studentów.

- Widzisz te kubki? - profesor zwrócił się do mnie. - Kiedyś nie chciałaś tu przychodzić, bo były papierowe. Na wzór Ameryki - śmieje się. - Teraz możesz pić kawę z dużego, prawdziwego kamionkowego kubka, ja wolę papierowe, wiesz dlaczego? Bo większe! Polskie uczelnie też trzeba zmieniać, i to już teraz, bo świat ucieka. Na Cornell liczba studentów z Azji przekroczyła liczbę rodowitych Amerykanów. U nas też będzie to samo, bo niby dlaczego nie? Jesteśmy w doskonałej pozycji, bo możemy czerpać inspirację z doświadczeń innych. Cambridge, Oxford, uczelnie amerykańskie. Może zacząć od bezwarunkowego wymagania przestrzegania norm etycznych? Przez nauczycieli akademickich a potem i studentów? Wprowadzenia odpłatności za studia - jak wykładasz własna kasę to staranniej się zastanawiasz nad wyborem kierunku i więcej wymagasz od nauczycieli? To na pewno spowoduje zmianę podejścia do studiów. I wykładowców, i studentów.

Katarzyna Miernik
 
Prof. Józef K. Mościcki pracuje na Uniwersytecie Jagiellońskim i w Cornell University w USA. Po zrobieniu doktoratu z fizyki (w 1976 r. na UJ) wyjechał do Anglii kontynuować pracę naukową. Od 1983 r. związany z Cornell University w Stanach Zjednoczonych. Wykłada tam fizykę chemiczną i metody matematyczne w fizyce i chemii. W Polsce zajmuje się biofizyką. Tytuł profesora otrzymał w 1994 r. Profesora znam od wielu lat, jeździmy razem na nartach.
 






 
« poprzedni artykuł   następny artykuł »
 
Top! Top!