Jagiellońskie centrum językowe - Wakacyjne kursy językowe
 
Start arrow Przygody i podróże arrow Rowerem dookoła Islandii
 
 
Rowerem dookoła Islandii Email
Oceny: / 8 KiepskiBardzo dobry 
Autor: Rafał Leszko   
30.09.2008.

Wakacyjna wyprawa trzech studentów informatyki


Kiedy zrodził się pomysł naszego wyjazdu, o Islandii wiedzieliśmy bardzo niewiele – ot, taka sobie wyspa odrzucona od całego świata. Surowa, zimna, mokra i prawie nikt tam nie mieszka. Jednak po roku spędzonym przed ekranami komputerów każdy z naszej trójki marzył dokładnie o takim wyjeździe, właśnie po to, żeby zmarznąć, zmoknąć i zmęczyć się tak mocno jak to tylko możliwe.

 

Image
Na fiordach zachodnich chwilami było nawet gorąco. Od lewej: Rafał Leszko, Mateusz Steliga, Paweł Rychlik

Naszą przygodę, rozpisaną na 2700 km i 39 dni, rozpoczęliśmy 2 lipca na lotnisku w Keflaviku. Wyspa od początku pokazała nam to co ma najlepszego – chłodny deszcz z silnym wiatrem prosto w twarz. Kierowcy witali nas przyjaźnie – machali, trąbili, uśmiechali się, czasem nawet pojawił się wystawiony w górę kciuk i oklaski.

Uczestnicy wyprawy

Mateusz Steliga i Rafał Leszko (obaj z Wydziału Elektrotechniki, Automatyki, Informatyki i Elektroniki AGH) oraz Paweł Rychlik (Politechnika Śląska). Łączy ich to, że studiują informatykę...

15 razy przez rzekę!

Po błyskawicznym przejechaniu „wielkiej aglomeracji rejkiawikowej” (150 tys. ludzi) i zwiedzeniu okolicznych atrakcji – gejzeru Geysir i wodospadu Gullfoss, w naszych głowach rodziło się tylko jedno pytanie: Dlaczego każdy Islandczyk jeździ wielkim jeepem z napędem na cztery koła skoro ich drogi są takie dobre? Na odpowiedź nie musieliśmy długo czekać. Górski szuter do Landmannalaugar, jednego z najpiękniejszych miejsc Islandii, dostarczył nam zajęcia na najbliższe 3 dni, w czasie których musieliśmy przekraczać rzekę aż 15 razy! Jednak nocna kąpiel w gorącym źródle, gdy temperatura poza nim wynosiła zaledwie 6 stopni C była czymś, czego nie da się przecenić.

Kolejnym etapem był przejazd obok lodowca Vatnajökull. Pomimo złej pogody olbrzym wraz ze swoim najpiękniejszym dzieckiem – jeziorem Jökulsarlón – robi niesamowite wrażenie. Błękitne bryły lodu wyłaniające się z krystalicznie czystej wody nie pozwalały oderwać oczu. Gdyby nie fakt, że skończyły nam się zapasy jedzenia nie odjechalibyśmy stamtąd nigdy.

Mateusz Steliga
Mateusz Steliga

700 km do serwisu

Słabe drogi i duże obciążenie rowerów zaczęły zbierać swoje żniwo. Wygięty hak przerzutki tylnej, 3 zepsute ogniwa łańcucha, kilka dziur w dętkach oraz 5 pękniętych szprych to lista pierwszych awarii. Największym problemem okazała się za mała liczba zapasowych szprych.

Gdy kolejna szprycha uniemożliwiła dalszą jazdę, do najbliższego serwisu rowerowego mieliśmy 500 km. Z pomocą przyszedł nam pewien Islandczyk, który zaoferował przejazd do najbliższego miasta (200 km drogi) oraz przenocowanie jednego z naszej trójki – za wszystko nie chciał nawet myśleć o jakimkolwiek wynagrodzeniu. Potem jedyne 300 km autobusem i następnego dnia rower został naprawiony.

 

Rafał Leszko
Rafał Leszko

Na następnych etapach doszły nowe awarie - 3 rozerwane opony oraz 15 pękniętych szprych!

W północnej części Islandii pogoda stopniowo się polepszała. Na fiordach  zachodnich było już gorąco. Miejscami mogliśmy sobie pozwolić na ściągnięcie kurtek, założenie krótkich spodni, a czasem nawet zdjęcie koszulek.

Całą przygodę zakończyliśmy 9 sierpnia w Keflaviku na lotnisku. Ciężkie było zetknięcie z gwarem miasta po ponad miesiącu ciszy i spokoju pośród przepięknych, islandzkich krajobrazów.

Image

Radość pomagania

Od bogatych, lecz ciągle skromnych Islandczyków można się wiele nauczyć. „Ty pomagasz innym, inni pomagają tobie” - ta zasada idealnie opisuje zachowanie na całej wyspie. Nie sposób wymienić ile razy uzyskaliśmy pomoc. Wystarczy wspomnieć, że gdy jechaliśmy górską drogą to prosząc o butelkę wody otrzymaliśmy, oprócz dwóch butelek, jeszcze mięso, jednorazowego grilla, 3 puszki piwa i chleb. Ze swojej strony byliśmy w stanie pomóc parze francuskich turystów wymieniając koło w samochodzie, wypchnąć islandzkiego trzytonowego jeepa z piachu (ponad godzina walki!) oraz podnieść motor samotnego Niemca po upadku w górach. Wiemy już, że pomaganie daje zdecydowanie więcej radości.

Image

Wyspa z duszą

Islandia jest jednym z tych miejsc, które posiadają duszę i własny, specyficzny charakter. Gdy przychodzi deszcz i silny wiatr robi się naprawdę ciężko i niebezpiecznie. Ważne jest zabranie odpowiednich ubrań i sprzętu. Dobrze sprawdziły się sakwy Crosso, dzięki którym nawet po największej ulewie rzeczy w nie zapakowane pozostawały suche. Dodatkowo czapka z windstoperem oraz nieprzemakalna i oddychająca odzież wydają się być niezbędne. Zła pogoda przysparza wielu niedogodności. Jednak wyspa potrafi pieścić krystaliczną wodą oraz niezachodzącym przez cały lipiec Słońcem, któremu czasem zdarza się wyłonić spod chmur.

 Image

Rafał Leszko

Zdjęcia Paweł Rychlik

 



Koszty wyprawy


Około 3500 zł/osobę

* przelot – 1700 zł (z rowerami)

* wyżywienie – 1500 zł

* kilka noclegów na kempingach – 150 zł

* ubezpieczenie – 70 zł (zwykła karta EURO 26 Sport, tylko jedna osoba wykupiła dodatkowe ubezpieczenie za 180 zł – od kradzieży bagażu, rowerów itp.)

* wstępy, muzea, itp. - 80 zł

Dodatkowo jeden z nas musiał zapłacić za naprawę roweru (przeplecenie całego koła). Wraz z dojazdami autobusem kosztowało to ok. 500 zł.

Sponsorzy: Nowy Styl, Crosso.

 
« poprzedni artykuł   następny artykuł »
 
Top! Top!