Jagiellońskie centrum językowe - Wakacyjne kursy językowe
 
Start arrow Studia i stypendia arrow Studenckie wspomnienia Jerzego Stuhra (2)
 
 
Studenckie wspomnienia Jerzego Stuhra (2) Email
Oceny: / 2 KiepskiBardzo dobry 
Autor: Administrator   
27.07.2008.

Wielka dama miała gest

Gdy myślę o swojej przeszłości, to zawsze panią profesor Marię Dłuską wymieniam jednym tchem ze Swinarskim, Kieślowskim, Wajdą i Jarockim – czyli między moimi największymi mistrzami. Bo to są ludzie, którzy mnie ukształtowali.
 
stuhr
Fot. Marcin Makówka
 

A ona taka skromniutka była, taka babina, zaraz po nas poszła na emeryturę. Gdy mówiłem jej, że ja nie zostanę przy polonistyce, że jednak pójdę do szkoły teatralnej i czy mógłbym pisać pracę z pogranicza teatru, to mi pozwoliła. I pisałem „Rozwój formy teatralnej u Różewicza”. Bardzo mnie to interesowało. Jak zaczynał on od takich poematów wierszowanych, a potem coraz bardziej rozbudowywała się w nim inscenizacja.

Tak, nie było człowieka, który miałby na mnie większy wpływ, niż pani profesor.

*

Oczywiście, byli na UJ jeszcze inni: profesor Ulewicz i jego literatura staropolska, bardzo dużo mi z niej pozostało! Z późniejszych okresów niewiele, z baroku np. nic. Był też profesor Wyka, ale Wyka, to w późniejszym okresie. Najlepiej pamiętam go z czasów, gdy już byłem w Starym Teatrze, bo przychodził na każde „Dziady”. Codziennie!

Imponował mi również Heinz, od łaciny, jedyny, u którego oblałem egzamin!

 

 Jak słyszę kretynów, którzy uważają; pisownia won, gramatyka won, mówimy i piszemy, jak chcemy, to mówię: to zburz jeszcze Ołtarz Wita Stwosza! Bo to jest to samo!

 

Pamiętam profesor Ewę Ostrowską, to była wielka dama… miała gest. Wykładała bardzo trudne przedmioty, do których trzeba było mocno zakuwać: „Historię języka” i „Gramatykę historyczną”. I potrafiła na ostatnich zajęciach przed egzaminami powiedzieć tak: zadam teraz pytanie i jeśli ktoś odpowie, to nie będzie musiał przyjść na egzamin, i rzuciła trudne pytanie. Nikt nie wiedział, nagle jedna z koleżanek wstaje i odpowiada. A ona mówi: proszę mi dać indeks… Myśleliśmy, że „zabijemy” te naszą koleżankę z zazdrości, że tak się jej udało! I ona takie numery „z klasą” robiła.

Polubiłem potem ten przedmiot. Jak teraz słyszę takich kretynów, którzy nawet nie wiedzą, że są kretynami – a którzy uważają; pisownia won, gramatyka won, mówimy i piszemy, jak chcemy, to mówię: to zburz jeszcze Ołtarz Wita Stwosza! Bo to jest to samo!

*

Nasz rok był bardzo zżyty: Jurek Jarzębski, Żuk Opalski, Boguś Sobczuk, Giga Basara, późniejsza żona Józka Lipca, i tylu jeszcze innych, znanych i mniej znanych ludzi. Jak zaczynałem grać w Starym Teatrze, to przychodzili wielką grupą, siadali w całym pierwszym rzędzie, że nawet trudno było grać.

Pamiętam też żywo różne klimaty kulturalne moich studenckich lat, np. Konfrontacje Filmowe w Rotundzie. Już nigdy potem nie widziałem takiego ścisku, takiej niepowtarzalnej aury wielkiego wydarzenia filmowego! Pamiętam Tomasza Stańko i pierwsze dźwięki jego trąbki w Spotkaniach z Balladą, z towarzyszeniem kolegów mojej narzeczonej, czyli muzyków.

I Piwnica pod Baranami – największe i najciekawsze doświadczenie tamtych lat… I spektakle w Teatrze STU… Wszystko to mi się w taką magmę zlewa, magmę szczęśliwego czasu! Dla mnie! Poprzez to, że mogłem się tutaj uczyć.

Wysłuchała i zebrała: Maria Malatyńska

Fot. Marcin Makówka




 
« poprzedni artykuł   następny artykuł »
 
Top! Top!