|
Odszedł niespodziewanie 31 sierpnia 1977 roku, dzień przed planowanym koncertem w rodzinnym Memphis, wprowadzając w stan rozpaczy rzeszę swoich fanów na całym świecie. Wielu z nich uparcie powtarzało: ,,Elvis żyje!”. Nie mylili się.
Gdy pojawił się na sali w błysku fleszy i atmosferze wielkiego wzruszenia, zgromadzeni dziennikarze nie mogli uwierzyć własnym oczom. Pomimo upływu czasu, Król prawie się nie zmienił.
Miałem dość śpiewania, chciałem spróbować czegoś innego – powiedział Elvis Presley na zwołanej w siedzibie New York Times konferencji prasowej. Ale cały czas dokuczała mi myśl, że nie zagrałem w Memphis. Z czasem stało się to moją obsesją – dodaje – musiałem wrócić.
Na pytanie jak spędził ostatnie 31 lat życia wskazuje na ogoloną głowę, uśmiecha się i odpowiada krótko: Shaolin. To właśnie w zaciszu sławnego klasztoru, Elvis rozwijał swoje umiejętności w zakresie sztuk walki, które demonstrował na koncertach już w latach 70-tych.
W trakcie ponad godzinnej konferencji, Presley ogłosił swoje plany na najbliższą przyszłość. Wśród nich jest nagranie płyty. Za jej produkcję odpowiadać mają Timbaland, Dr Dre i znany ze współpracy z Britney Spears, Max Martin. Chęć gościnnego występu na albumie wyrazili już Bono, Justin Timberlake i Madonna. Po koncercie w Memphis i nagraniu nowego materiału, Król Rocka odbędzie światowe tournee.
Presley nie zamierza jednak poprzestać na muzyce. Do przedsięwzięć planowanych przez artystę należy wprowadzenie na rynek marki odzieżowej ,,Elvis lives”, zagranie w filmie akcji z Wesleyem Snipesem i gra komputerowa ,,Elvis: King of Shaolin”, która w zamyśle Króla ma być bijatyką na konsole X-Box i Play Station 3.
Mam 73 lata, ale czuję się co najmniej 30 lat młodszy – mówi Presley – zrobię wszystko by nadrobić stracone lata i zadowolić swoich wiernych fanów. Pod budynkiem NY Timesa pikietowało ich ponad dwieście tysięcy. Nie zabrakło licznych sobowtórów Króla Rocka oraz fanatyków z Międzynarodowego Towarzystwa Intronizacji Elvisa Presleya na Króla Wszechświata. Pomimo gorącej atmosfery, nowojorskiej policji udało się zapanować nad tłumem.
***
Elvis, 2Pac, John Lennon – artysta tak naprawdę nie ma znaczenia. W czasach kiedy muzyka sprowadza się tylko do głobalnego produktu, wytwarzanego w ,,fabryce” przez wciąż tych samych producentów, według jednego wzorca dyktowanego przez wielkie korporacje, pojęcia takie jak ,,indywidualizm artystyczny”, czy ,,oryginalność” przestają mieć jakąkolwiek wartość. Produkt – odpowiednio ,,podrasowany” (czytaj: pozbawiony jakiegokolwiek wyrazu) - trzeba sprzedać, a wraz z nim gadżety promujące artystę, bo takie są panujące trendy i takie są prawa rynku.
Może w takim razie dobrze, że pomimo licznych konspiracji naprawdę nie ma Ich już wśród nas? |