Idę sobie chodnikiem. Na ulicy korek ślimaczących się aut. Zapach zmarnowanej benzyny, warkot silników, sporadyczny odgłos klaksonu. Nic szczególnego. Jednak czasem w takim wężyku pojazdów odnaleźć można muzycznego ułana. Zima czy lato szyby opuszczone na maksa, na siedzeniu pasażera mocno podmalowana lala, a z okienka kierowcy wystaje mocarny 'zimny łokieć' ? łokieć człowieka z misją. On nam pokaże, jakiej muzy powinno się słuchać! Jakie tam gusta i guściki? 'Umcyk, umcyk, jebu-du-jeb, bum, bum, bum' i cała ulica się bawi! Jazda! Karoseria trzeszczy od potężnego bitu, przez który fale decybeli próbują wydostać się z 'samochodu pułapki'.
Chłopak daje posłuchać nieuświadomionej gawiedzi tego co jest teraz na topie, bohatersko nie bacząc na wszędobylskich siepaczy ZAiKS-u. W powyższym przypadku ucieczką jest przyspieszenie kroku. Jednak są też sytuacje, kiedy głośnik warczy ci prosto w twarz niczym rozwścieczony pitbull, bo czy nigdy nie jechaliście ze znajomym, który akurat wyposażył swoją gablotę w nowy sprzęt grający? Nie popuści, nie skręci 'volume' dopóki membrany twoich bębenków nie rozciągną się do granic możliwości, a ty nie wyjęczysz pochwalnego peanu, uspakajając go, że nie wyrzucił pieniędzy w błoto.
I znów kąsam zajadle, a sam - żałosny przypadek - próbuję sobie taki klimat wytworzyć półśrodkami. Zamiast samochodowych głośników Mp3 player i słuchawki, zamiast auta, rower albo snowboard. Cóż począć jak prawa jazdy nie ma, a człowiek chce się poczuć jak w piosence 'Born to be wild' śmigając w rytm ulubionego kawałka.
Ostatnio nabyłem mocarne nagłośnienie do komputera i... obiecuję już nie psioczyć na samochodowych DJ-ów. Kiedy basior dudni, aż mi kot pod sufit podlatuje, ciężko nie otworzyć okien. Ściszyć? Co to, to nie! JAZDA!
Piotr 'Bunia' Rąpalski
Ten adres e-mail jest ukrywany przed spamerami, włącz obsługę JavaScript w przeglądarce, by go zobaczyć