|
Na studiach uczyć się trzeba systematycznie. Do pracy magisterskiej trzeba systematycznie czytać książki i pisać, pisać, pisać. Śmiałem się z tego, że hej! Parę dni przed egzaminem do notat się zerknęło, coś tam jeszcze zakodowało w łepetynie na schodach przed salą egzaminacyjną i jazda.
Podobną strategię przyjąłem, jeśli chodzi o magisterkę i proszę bardzo... WAKACJE PRZY KOMPIE! Kiedy żar wlewa się przez okno, a znajomi wylegują po Mazurach i innych Tajlandiach, ty wiercisz sobie dziurę w mózgu. A jak trudno przychodzi każde zdanie? O matulu kochana!
Rano wstaję, energia i pełna mobilizacja. Szybkie śniadanko i będę ładował po klawiaturze, aż biurko przewiercę paluchami. Taaaa. Jasne. Nagle okazuję się, że w żadnym wypadku nie można pisać pracy w takim bałaganie (choć można było w nim harcować przez ostatnie parę miesięcy). I zaczyna się sprzątanko. Pedantyczne ustawianie rzeczy, odkurzanie, a nawet i małe przemeblowanie. Wszystko, żeby uspokoić sumienie.
Dobra, jest czysto. Można zaczynać?, ale zaraz, zaraz, tak o 12.37? Jak ja wtedy policzę ile pisałem? Lepiej będzie zacząć o okrągłej godzinie i oczywiście pisać bez przerwy przez dłuższy czas. Później dopiero krótki odpoczynek i dalej. No tak. Tylko że przerwy mają to do siebie, że wydłużają się w nieskończoność, zwiększa się ich częstotliwość i bęc. Dzień z głowy.
Późnym popołudniem następuje okres przygnębienia i poczucia winy. Co wtedy? A od czego są przyjaciele! Tylko pamiętajcie: trzeba dobrze wybrać, żeby nie wejść na mieliznę! Dzwonisz i szybkie pytanko: "Jak ci idzie z pracą?" Chwila trwogi i ku swej radości słyszysz "Jeszcze nie zacząłem", a najlepiej: "A nie wiesz może, kto jest moim promotorem?". Ale traf źle i usłyszysz: "A spoko, kończę drugi rozdział?" o zgrozo, panika jak na Titanicu.
Ech, no dobra, dzień zleciał na niczym, jutro zacznę, ale zrobię 200% normy jak nic. Teraz można iść spotkać się ze znajomymi do klubu i? wejść na minę, czyli trafić na gadkę pt. "Ile, kto ma napisane, a kto już się obronił?". Gem, set, mecz. Po takim dniu, czujesz jakby z twojej laleczki voo-doo ktoś zrobił jeża.
Piotr „Bunia” Rąpalski
Ten adres e-mail jest ukrywany przed spamerami, włącz obsługę JavaScript w przeglądarce, by go zobaczyć
|