 fot. Joanna Kozieł Pierwsze dni lipca, tak zwana powtórka z rozrywki. Walizka, a w niej śpiwór, obok plecak, nieodłączny przewodnik National Geographic i wielka nadzieja… Nadzieja na to, że tym razem będę tam do końca wakacji, że nie będzie zamachów terrorystycznych, a pracę znajdę szybko. Do organizowania wyjazdu zabrałam się jak zwykle późno — w trakcie sesji. Bilety lotnicze — straszliwie już drogie — nie wchodziły w grę. Wraz z trzema koleżankami z filologii UJ postanowiłyśmy pojechać autokarem. Mieszkania szukałyśmy jeszcze będąc w Polsce, głównie na gumtree.com. Jednak ceny samodzielnych mieszkań były nie do przyjęcia (dwie sypialnie 750-1000 funtów miesięcznie plus opłaty i council tax), a żadna z nas nie chciała zamieszkać z obcymi ludźmi. Odnalazłam numer do angielskiego Bengalczyka, który wynajmował nam pokój rok wcześniej (40 funtów za tydzień od osoby). Coś innego znajdziemy już na miejscu. Przyzwyczajona do miłych lotów samolotami doznałam szoku, gdy poznałam współtowarzyszy podróży autokarem. Jeszcze w Krakowie w ruch poszły wszelkie znane mi (i nieznane też) napoje wysokoprocentowe. Wsłuchując się w rytm powtarzanych niczym mantra przekleństw, zaczynających się na wszystkie litery alfabetu, próbowałam zasnąć i przetrwać czekające mnie 26 godzin męczarnie. MIND THE GAP Victoria Coach Station. Nareszcie Londyn. Potem metro i kierunek — East End, ale taki bliższy. Chwilę po nas, do mieszkania weszły te same dziewczyny co rok temu. Od razu zrobiło się weselej. Frytki od Araba zza rogu i polskie napoje. Pracy szukać będziemy od jutra. Z pracą było kiepsko. Polaków mnóstwo. Mimo bardzo dobrej znajomości języka, roboty nie było. Mnie po 10 dniach pracę odstąpiła koleżanka, bo jej trafiła się lepsza. Przez kolejnych 8 dni rozdawałam ulotki nowo otwartej restauracji w City — dzielnicy businessu (6.25 funta za godzinę nieopodatkowane). Któregoś dnia poznałam właścicieli tej restauracji. Jak się okazało, mieli jeszcze kilka knajpek. Zadzwonili do managera jednej z nich. Nazajutrz miałam się stawić w pracy jako kelnerka (później pracowałam jako barmanka). JEANSY, A ZA OKNEM BIG BEN I JAMES BOND  fot. Joanna Kozieł Restauracja była niedaleko i Big Bena i MI5. Przychodzili do nas i turyści i koledzy Jamesa po fachu. A za mundurek miałam jeansy i czarną koszulkę. Praca fajna. Tylko ten nieodłączny uśmiech. Minusem takiej pracy są na pewno zmarszczki. Pracowałam z Polakami, Węgrami, Francuzami, Australijczykami oczywiście (Australijczyków jak zwykle wszędzie było mnóstwo z racji ich „obowiązkowego year gap”) i… panami kucharzami z krajów afrykańskich. Ciekawa mieszanka. Po dwóch tygodniach pracy dowiedziałam się, że jestem szpiegiem, agentem. Że zostałam podstawiona przez właścicieli, aby kontrolować wszystkich pracowników. Na szczęście plotkę obaliłam i było jeszcze lepiej, choć nierzadko pot lał się z czoła, a kończyny odmawiały posłuszeństwa. Po kilku tygodniach zostałam już tylko z jedną z koleżanek — dwie nie znalazły pracy. Wróciły. Z mieszkaniem były tylko problemy. Sąsiedzi — Bengalczycy — byli bardzo głośni. W końcu przeprowadziłyśmy się do chłopaka mojej przyjaciółki (koszt również 40 funtów za tydzień plus opłaty). Sami Polacy i sami buddyści. Znów coś nowego. SZPITAL I POLICJA Przez cały pobyt w Anglii borykałam się ze strasznymi problemami alergicznymi. Którejś nocy wylądowałam w szpitalu. Mówi się, że lekarze na Zachodzie są dużo lepsi niż w Polsce. Ja niestety nie trafiłam na tego lepszego. Postawił złą diagnozą i mimo moich próśb i błagań nie dostałam ani grama zastrzyku z niezbędnym mi wówczas lekarstwem. Z policją na szczęście miałam lepsze przeżycia. Otóż… skradziono mi portfel. Pieniądze, wszystkie karty, dokumenty. I to w drodze na zakupy! Przystojny pan mundurowy ze ślicznym londyńskim akcentem, spisał moje nerwowe zeznania i obiecał skontaktować się w razie znalezienia dokumentów. Chociaż tyle… Ale dzwonić nie musiał. Portfel ukradł mi mój śpiwór… Każdemu może się to zdarzyć, nieprawdaż? (WINDOW) SHOPPING I IMPREZY PO/W PRACY
 fot. Joanna Kozieł Pierwsza wypłata była dopiero po 3 tygodniu pracy. Taki mają w Anglii system. Na szczęście dostawałam pieniądze w gotówce, więc nie musiałam zakładać konta w angielskim banku. Kasa, którą wcześniej dostałam za ulotki była zaskakująco duża i pozwoliła na rozpoczęcie życia nocnego, podboju ulubionych sklepów. Urodziny menedżerki, imprezy domowe, ogniska w parku przy Vauxhall (na tyłach gejowskich klubów)… Ależ mi się nie chciało wracać do Polski… Na początku września jednak wróciłam. Za każdym razem Londyn wydaje mi się inny, nowy. Czasem jest nęcący kolorami, zapachami i różnorodnością kulturową. Czasem jest męczący, dobijający i tylko chwila w którymś z parków lub wycieczka nad morze jest w stanie odpędzić złe myśli. Katarzyna Miernik
Praktyczne rady
Mieszkanie: najlepiej szukać jeszcze w Polsce na www.gumtree.com i www.yahoo.co.uk i przez znajomych… Później warto skorzystać z agencji mieszkaniowych lub czytać ogłoszenia w tygodnikach: „Move to” i „Property weekly”. Bank: warto założyć sobie konto w banku. Są dwie możliwości. Opłata jednorazowa — 50 funtów, lub opłata co miesiąc ściągana z konta — po 5 funtów przez 10 miesięcy. Telefon komórkowy: najlepiej kupić kartę sim – pay as you go. Spośród wszystkich operatorów (Orange, O2, TMobile, Virgin, 3G, Vodafone), najbardziej korzystne oferty ma O2. Karta sim kosztuje 10 funtów, minuta rozmowy ok. 20 pensów, sms ok. 10 pensów. Praca: warto zacząć rozsyłać swoje CV jeszcze w Polsce, wybierając oferty na www.gumtree.com. Później w Londynie, można skorzystać z pomocy job center, no i oczywiście znajomych. Zarobki: bar tender (stawka minimalna — 5.85f/h brutto) waiter/waitress (5.85) kitchen porter (5.85) house-keeper (6-8) building labour (50 f/dzień) Metro i autobusy: pojedynczy przejazd metrem lub autobusem, niezależnie od długości trasy I strefy — 2 funty. Używając karty Oyster (kaucja kosztuje 3 funty) zapłacisz tylko 1 funta. Tygodniowy Oyster Travelcard na 1 i 2 strefę kosztuje 23 funty 20p. Przykładowe ceny: Chleb: 70p-1funt Mleko (0,5l): 50p Frytki: 1f Kebab: 3f Fried chicken plus frytki i napój: 2,50 f Piwo w pubie: 2,80-3,50 f |