 Fot. Joanna Kustra W tym roku Natalia Pyłat zdała maturę w LO im. św. Rodziny w Krakowie. Z polskiego — najlepiej w klasie, z angielskiego — wśród najlepszych, z francuskiego — była jedyną, która wybrała ten przedmiot. Nie byłoby w tym nic dziwnego, gdyby nie fakt, że w szkole podstawowej, w słynnym uzdrowisku Truskawiec pod Lwowem, uczyła się po ukraińsku i rosyjsku.Wynik z polskiego uszczęśliwił zwłaszcza babcię, Teresę Krzyczkowską-Miller, która do dziś starannie pielęgnuje w domu w Truskawcu polski język i tradycje. I spaja nimi liczną rodzinę rozrzuconą po świecie. Krewni Natalii na co dzień mówią po polsku, po niemiecku, po węgiersku, po ukraińsku i po włosku. Rodzinna wieża Babel to skutek wojennej zawieruchy. — Wybrałam liceum w Krakowie, bo mam tu ciocię i kuzynki, a w mieście i w ludziach jest coś takiego, że dobrze się tu czuję. To jest miasto z moich marzeń — tumaczy Natalia. — Trafiłam doskonale, dyrektor szkoły pochodził z Drohobycza, ojciec nauczycielki chemii z Truskawca. Od początku byłam bardzo życzliwie traktowana. I mieliśmy fantastyczną klasę. Marzeniem Natalii była medycyna na UJ, ale zbrakło trochę punktów. Wybrała więc prawo w Krakowskiej Szkole Wyższej. Trochę wbrew mamie, która od 8 lat mieszka we Włoszech i chciała, by córka studiowała w Italii. Nauka jest dla niej sprawą nr 1. W wolnych chwilach występuje jako modelka na pokazach organizowanych przez agencję Rores Models. (s)
|