Przyjemność studiowania Wyjazd na stypendium (w ramach programu Socrates-Erasmus) do Anglii to ciekawe i opłacalne doświadczenie. Ciekawe, bo to świetna okazja do poznania tego kraju i zmierzenia się z jego — czasem zaskakującą — innością. Opłacalne, bo daje możliwość nauki angielskiego w miejscu do tego najodpowiedniejszym. Wszystko ma jednak swoją cenę.
Polskość wszędzie Pierwsze zaskoczenie nastąpiło przy okazji szukania lokum. Kolejne, też okołofinansowe, przychodziły z czasem i nieuchronnie prowadziły do wniosku, że nie uniknę pracy zarobkowej, a stypendium (ok. 220 funtów) nie starczy na długo. W Anglii pojawiłam się zatem w podwójnej roli: studenta i pracownika. I to właśnie irytowało mnie najbardziej — bycie sześćsettysięcznym pracującym Polakiem na wyspie. Spotykanie rodaków w każdym sklepie, słuchanie na ulicach polskich przekleństw i ten grymas na twarzy Anglików, gdy na pytanie o twoje pochodzenie, odpowiadasz: z Polski. To dość specyficzne nastawienie wobec „Poles” zauważalne było wszędzie poza uniwersytetem, i sprawiło, że miesiące spędzone w Exeter miały w sobie coś z mizeroty emigracji zarobkowej. Strzał w dziesiątkę Studia były godne zachodu i emigracyjnej poniewierki. Wbrew pozorom i erasmusowskim mitom okazały się niełatwe, a przy tym bardzo rozwijające. Nacisk na pracę samodzielną, dużo czytania, mało zajęć i gorące dyskusje z prowadzącymi to znaki rozpoznawcze tutejszego systemu edukacji. I trzeba przyznać, że ma on sens. Z przyjemnością pojawiałam się na zajęciach, bo nie siedziałam na wykładach od świtu do nocy. Wręcz przeciwnie — na uniwersytecie spędzałam sześć godzin w tygodniu. Z przyjemnością też czytałam, bo lektury nawiązywały do spraw bieżących i były spójne, nie stanowiły zaś — jak w Polsce — niestrawnej makulatury, do której nie wraca się po odbębnieniu ćwiczeń. Jeśli dorzucić do tego niewątpliwy plus, jakim jest double degree programme, a więc perspektywa uzyskania dyplomu Uniwersytetu w Exeter, wyjazd był strzałem w dziesiątkę. Cisza i pęd Samo miejsce również budzi miłe wspomnienia. Urokliwe miasteczko z pochodzącą z XII wieku katedrą, masą kolorowych domków, wieloma malowniczymi wzgórzami i jednym z najładniejszych w Wielkiej Brytanii campusów uniwersyteckich, robi bardzo pozytywne wrażenie. Położone nad rzeką Exe, oddalone od morza o 15 minut jazdy pociągiem Exeter, jest ciekawym połączeniem spokoju, a nawet pełnej dobrobytu martwoty z ruchliwością i pędem, przeżywającego boom ekonomiczny regionu. I choć zmienność pogody, wysokie ceny oraz znana na całą Europę, rozwrzeszczana i wiecznie pijana brytyjska młodzież, nie pozwalają myśleć o Exeter jako o wymarzonym miejscu do życia, to walory tego miasta i studiów na tutejszym uniwersytecie czynią stypendium w Exeter godnym polecenia. Magdalena Babul (V rok, socjologia i politologia UJ)
Money, money, money Stypendium: 350 euro, czyli ok. 220 funtów miesięcznie. Chleb: 0,29-1,5 Ł Jabłka: 0,70-2 Ł za 1 kg Bilet autobusowy (5 przystanków): 1,4 Ł. Transport jest generalnie drogi, ale bilet autobusowy z Exeter do Londynu (5 godzin jazdy) kupiony z dwutygodniowym wyprzedzeniem, kosztuje w promocji 1 Ł Używany rower: ok. 50 Ł Tygodniowa opłata za pokój jednoosobowy: od 55 do 90 Ł Ksero na uczelni: 0,03 Ł za stronę A4 Indyjskie jedzenie na wynos (ryż i kurczak — 1 porcja): 5,50 Ł Praca Tygodniowe zarobki w restauracji (15 h pracy): ok. 100 Ł. W czasie roku akademickiego studenci mogą pracować 20 godzin tygodniowo. Ograniczenia te nie dotyczą dni wakacyjnych (np. okres Bożego Narodzenia, Wielkanocy). | |