|
Czesanie kangurów… czyli praca na dworcu w informacji turystycznej Dworzec Główny PKP w Krakowie, godzina 5:30. Nieliczni, zaspani podróżni wolnym krokiem schodzą z peronu, sprzedawczynie odbierają jeszcze ciepłe obwarzanki od dostawców a młodzi ludzie z informacji hostelowej przygotowują się do kolejnego dnia pracy. Za 15 minut wjeżdża pierwszy międzynarodowy pociąg z Pragi.
Jest jeszcze czas na rozłożenie folderów krakowskich hosteli, planów miasta i założenie firmowych koszulek. Powoli idą w kierunku peronu, gdzie za chwilę pojawi się pociąg, a z nim pierwsi turyści. Dworzec budzi się do życia. W zeszłym roku Kraków odwiedziło osiem milionów turystów z całego świata, w tym w dużej części młodzi, podróżujący pociągami z plecakiem przez całą Europę. Nastoletni turyści stawiają nie tylko na zwiedzenie jak największej liczby miast, ale także na przygodę. „Backpackers” podróżują z nowo poznanymi przyjaciółmi z hosteli, w których zatrzymali się poprzedniego dnia. Ich wycieczki są całkowicie spontaniczne, z nierezerwowanym wcześniej miejscem noclegu, z mapą miasta w ręce i nadzieją na łut szczęścia. Takim zagubionym turystom, tuż po wyjściu z pociągu, pomagają ich rówieśnicy - pracownicy sieci krakowskich hosteli w wyróżniających się koszulkach, przedstawiając ofertę tanich noclegów, wskazując drogę do centrum i udzielając wszelkich informacji turystycznych. - Do Krakowa przyjechałam z koleżankami z Pragi - przyznaje Megan Kenney, turystka, Amerykanka z Teksasu. - Nie zdążyłyśmy nic zarezerwować przed przyjazdem, ponieważ w hostelu w Pradze nie było Internetu, a wylatując z USA nie znałyśmy dokładnego planu zwiedzania Europy. Stwierdziłyśmy, że przyjeżdżamy do Krakowa rano, więc na pewno coś znajdziemy do wieczora. Byłyśmy zaskoczone, kiedy już na peronie, jak wysiadłyśmy, pracownik z Dizzy Daisy się nami zajął. Trafiłyśmy do ślicznego hostelu, w samym centrum, ze śniadaniem i to w niskiej cenie. Bardzo dobry pomysł z taką informacją turystyczną, do tego miła obsługa, mówiąca świetnie po angielsku. Pierwszy raz się z tym spotykam.
- Praca polega na udzielaniu informacji, przede wszystkim jednak na oferowaniu zakwaterowania w naszych hotelach - wyjaśnia Łukasz Drogosz, szef dworcowej ekipy z firmy Hostel Service - Dizzy Daisy. - Są dwie zmiany: ranna od 5:30 do 13:30 oraz popołudniowa: od 13:30 do 21:30. Na każdą ze zmian przychodzą trzy osoby. Dwie z nich wychodzą w firmowych czerwonych koszulkach na perony, gdy nadjeżdża pociąg i już tutaj udzielają informacji, pytają czy turyści szukają zakwaterowania. Interesują ich przede wszystkim pociągi międzynarodowe z Pragi, Budapesztu, Berlina, Kijowa, a także ekspres z Warszawy i szynobus z Balic. Trzecia osoba zostaje w tym czasie w stałym punkcie informacyjnym. W wakacje ekipa powiększa się kilkukrotnie, na zmianach jest nawet do 9 osób! - W Nathan’s Villa Hostels praca polega głównie na siedzeniu i odpowiadaniu na często te same pytania: o drogę do dworca PKS, Galerii Krakowskiej czy toalety. Na zmianie jest tylko jedna osoba, dlatego zaprzyjaźniłem się z pracownikami Dizzy Daisy. Wspólnie czas mija nam szybciej - mówi Krzysiek, student I roku prawa UJ, pracownik Nathan’s Villa Hostel. Obecnie na Dworcu Głównym PKP legalnie działają dwie firmy: Hostel Service - Dizzy Daisy i Nathan’s Villa Hostels, które mają „pozwolenie na prowadzenie obnośnej informacji turystycznej na terenie dworca kolejowego Kraków Główny”. Tutaj pracę mogą znaleźć przede wszystkim studenci, czymś się wyróżniający, ze znajomością języków obcych, niekoniecznie udokumentowaną certyfikatem. Dodatkowo ceniona jest łatwość nawiązywania kontaktów, przebojowość, otwartość na drugiego człowieka, serdeczność, a także miła aparycja. - Tę pracę po prostu się kocha: jak raz wsiąkniesz to potem, podczas kolejnego sezonu wracasz! - przyznaje Ola, pracownik Dizzy Daisy, studentka III roku resocjalizacji na UJ. - Atmosfera jest super, na luzie, współpracownicy - twoi rówieśnicy, a przede wszystkim wysokie zarobki! Pracuję już piąty sezon, a nadal nie mam dość, każdy dzień jest inny! - Stworzyliśmy zgraną ekipę, spotykamy się także po pracy na piwie, imprezach czy grillu. W pracy poznałem moją dziewczynę - opowiada Wojtek, student I roku prawa, pracownik Hostel Service. - Mamy swój charakterystyczny slang: turysta z ogromnym plecakiem to „kangur”, bo właśnie tak wygląda. A nasza praca to po prostu „czesanie”, czyli zgarnianie kangurów! Poza tym jest „zasypywanie” Wawy, czyli wręczanie ulotek warszawskiego hostelu podróżnym czekającym na pociąg do stolicy. Mamy też wytyczne jak rozpoznać „backpackera”: najlepiej właśnie po plecaku! Jeśli jest stary ze stelażem, lub marki Alpinus czy Campus to od razu wiadomo, że jego właścicielem jest Polak, a my głównie nastawiamy się na zagranicznych turystów.
Wysokie zarobki to główny atut tej pracy. W Dizzy Daisy podstawowa stawka wynosi 5 zł/h, do tego dochodzą prowizje od namówionych na nocleg turystów, natomiast w Nathan’s Villa Hostels - 6 zł/h. W wakacje można zarobić nawet do 2000 zł za miesiąc. - Od początku studiów bardzo potrzebowałem pieniędzy, ponieważ u mnie w domu się nie przelewa. Ogłoszenie o pracy znalazłem w czerwcu 2005 w Gazecie Wyborczej, wysłałem cv, poszedłem na rozmowę kwalifikacyjną, która polegała na odegraniu zaaranżowanej scenki w języku angielskim: miałem pomóc zagubionemu turyście znaleźć drogę do hostelu. W ciągu roku jest w miarę spokojnie, turystów nie jest tak dużo, mam czas na naukę w przerwie między pociągami, słucham muzyki, czytam książki. Wakacje to zupełnie co innego, wtedy jest istny sajgon! Kangury wylewają się z każdego pociągu! Dzieje się o wiele więcej: wieczorami spotykamy się z turystami w knajpkach lub w hostelach na imprezie, wspólnym gotowaniu, zwiedzaniu Krakowa, nawiązują się wakacyjne romanse - opowiada ze śmiechem Dominik, student III roku transportu na PK. - Dworzec to idealne miejsce do obserwowania ludzkich zachowań, lecz przede wszystkim do ćwiczenia cierpliwości i zdobycia doświadczenia w pracy z ludźmi - klientami. Polecam tę pracę każdemu: jest łatwa, przyjemna, choć czasami nużąca. Męczące jest przede wszystkim wstawanie o czwartej nad ranem… Wszak pociąg z Pragi nie będzie czekał! Wielokrotnie zastanawiałam się czy nie zmienić pracy, ale zawsze w dniu wypłaty stwierdzam, że jednak warto tu zostać! - z entuzjazmem przyznaje Ola. |