|
Ja. Wakacje. Urlop. Plaża i obsługa 24h na dobę - taki miał być plan. Sesja skończona, wszystkie wpisy w indeksie, więc w pierwszej połowie wakacji pracowałam jak oszalała. Dwa razy więcej zmian, a wszystko po to, by trochę odłożyć i na wymarzone wakacje pojechać. Marzyło mi się Morze Śródziemne - jakaś Tunezja, Turcja, może wyspy?...
On już od kwietnia wiedział, że na urlop w tym terminie nie ma co liczyć. Może w październiku, może w listopadzie. A ja tak długo czekać nie chciałam, zresztą do października jeszcze dużo czasu, może drugi urlop jakoś sobie wykombinuję, albo po prostu się zwolnię, o czym myślę już od jakiegoś czasu i zanim zmienię prace (na lepszą oczywiście) to na ten drugi urlop z Nim się wybiorę.
A na chwilę obecną plan był następujący: Ja i Magda. Plaża piaszczysta - czysta. Pogoda zapewniona odgórnie. Jakiś hotelik i obsługa 24h na dobę. Do ostatniej chwili wstrzymywałyśmy się przed kupnem wycieczki, bo oferty 'last-minute' są najbardziej korzystne, a skoro jest nam obojętne, gdzie pojedziemy, to tym bardziej nie powinno być żadnego problemu. I tak czekałyśmy, czekałyśmy, aż w końcu przyszedł ten dzień, w którym Magda zadzwoniła, żeby do biura jechać i wycieczkę wykupić.
A ja? No cóż. Ja. Wakacje. Urlop. Upał (na miejscu) i... Choroba, czyli idealny timing. Gardło mnie boli niemiłosiernie, ani przełykać, ani jeść, ani mówić. Oddałam więc Jemu słuchawkę telefonu. - Ona jest chora - powiedział. - ??? - Nie robię sobie z ciebie jaj. Nie może mówić, ma 37,6 stopni gorączki i rozpływa się z upału na łóżku. - ? - Dobra, jak chcesz. Odłożył słuchawkę i zanim zdążył cokolwiek powiedzieć, odpłynęłam w chorobowy sen.
Obudził mnie trzask otwieranych drzwi. - Jak to jesteś chora?! - przekraczając próg wrzasnęła Magda. - Jest lato, jest upał, a ty jesteś chora?! Popatrzyłam na nią i tylko wzruszyłam ramionami. Nie byłam w stanie się ruszy , a co dopiero wysilać na przekonywanie jej, że praktycznie umieram. - I co teraz będzie? - powiedziała z żalem widząc, że faktycznie jest ze mną nie najlepiej. Znowu wzruszyłam ramionami. - Jutro zawiozę ją do rodziców - powiedział On. - Tam przynajmniej będzie miała kawałek ogrodu i codziennie świeżą zupę ugotowaną przez mamę. Popatrzyłam na Niego ze zdziwieniem. Jaką zupę? Jaką mamę? Jaki ogród? Nikt mnie nie pytał o zdanie! On widząc moje zdziwienie, odrzekł: - A chcesz cały wolny czas przeleżeć w tym mieszkaniu? Przecież tutaj temperatura jest równa tej na zewnątrz. Rozpłyniesz się w tym upale i do tego zmarnujesz cały urlop. Wiedziałam, że ma rację. Nie chciałam całego wolnego przeleżeć w mieszkaniu, ale do rodziców? Do rodziców na 2 tygodnie? To się dopiero nazywa plan - awaryjny. |