Jagiellońskie centrum językowe - Wakacyjne kursy językowe
 
Start arrow Porady prof. Bella arrow Pogadajmy jak Bryt z Jankesem
 
 
Pogadajmy jak Bryt z Jankesem Email
Oceny: / 6 KiepskiBardzo dobry 
Autor: Profesor Bell   
13.05.2007.

Pogadajmy jak Bryt z JankesemNie pytajcie w Ameryce o pub

Jak wiadomo, istnieje wiele wariantów języka angielskiego. Można się doszukać pomiędzy nimi wielu różnic. Widać je wyraźnie, gdy porównamy wersję brytyjską z amerykańską. Z pewnością błędem byłoby twierdzenie, że jedna z tych wersji jest „lepsza” od drugiej.

Jednak, w zależności od celu nauki języka, warto dokonać wyboru i dążyć do konsekwencji w tym, by różnych wersji angielskiego ze sobą nie mieszać. Naruszenie tej zasady może bowiem prowadzić do zabawnych sytuacji, a nawet nieporozumień. Spójrzmy na kilka przykładów z życia.


A miała być ekstaza

Pewien mój znajomy otrzymał stypendium na studia podyplomowe w USA, a że bardzo sobie cenił wypracowany przez lata brytyjski akcent z wyższych sfer, postanowił się go nigdy nie pozbywać. Niewątpliwie istotnym argumentem było też i to, że, jak głosi plotka, hugh-grantowski akcent doprowadza Amerykanki do ekstazy.

Zaraz po przyjeździe do USA mój znajomy zapragnął wynająć sobie pokój. Usłyszawszy jego obcy akcent, amerykańska landlady zadała mu nieco sztampowe pytanie:

- Where are you from?

- I am from Poland - odpowiedział dumnie mój znajomy, eksponując odpowiednio brytyjskie „eu” tak aby słowo peuland wybrzmiało z wyspiarską elegancją.

- Really? That’s nice! - powiedziała nieskomplikowana gospodyni. I dodała: - I can hear that Polish is very much like English.

No cóż, nie każda mieszkanka Ameryki jest z zamiłowania lingwistką, a już prawie żadna nie uważała na lekcjach z geografii Europy.


For example… guten Morgen!

Inny mój znajomy, przebywając na amerykańskiej prowincji w celach turystyczno-gospodarczych, spotkał raz farmera o barwnym nazwisku Bernie Schwartz. Na wieść, że ów turysta pochodzi z Polski, Bernie doznał wzruszenia i rzekł:

- You come from Poland? That’s great, man. My grandfather was born in Poland.

- Really? - zareagował brytyjsko mój znajomy. I dodał po amerykańsku „Wow!”

- Yeah! No kidding. I even know some words in Polish - dodał Bernie z miną godną poligloty.

Fakt, że Bernie jest w stanie przemówić językiem Kochanowskiego, zainteresował mojego znajomego, który odezwał się do farmera zachęcająco:

- Go ahead, Bernie. Say something in Polish.

- Okay… er… for example… er… guten Morgen!

Bądźmy jednak wyrozumiali. Przecież amerykańscy farmerzy nie muszą wiedzieć o tym, że w Europie co jakiś czas zmieniają się granice. No, ale nie o tym mieliśmy przecież mówić.


Have you got a rubber?

Przypadek mojego trzeciego znajomego będzie już ad rem, czyli strictly up to the point.

Rzecz działa się podczas testu pisemnego na jednym ze znanych amerykańskich uniwersytetów. Testy, które sprawdza komputer często wymagają użycia ołówka, a kiedy popełni się błąd, jedynym ratunkiem jest solidna guma do mazania. Lecz bohater tego zdarzenia, nazwijmy go The Exchange Student from Europe, gumki do mazania nie posiadał. No cóż, jak wiadomo, w takich przypadkach mogą pomóc tylko dobrzy ludzie. Biedak spojrzał w lewo i w prawo, po czym scenicznym brytyjskim szeptem zadał atrakcyjnej koleżance z grupy takie oto pytanie:

- Irene! Have you got a rubber?

- Yeah! - odpowiedziała Irene, wyciągając z torebki gumowy mechaniczny środek antykoncepcyjny. Następnie uśmiechnęła się słodko jak Marilyn do Johna i również zadała pytanie:

- Are sou sure you need it right now?

The Exchange Student from Europe z pewnością do końca życia nie zapomni, że w amerykańskiej wersji języka angielskiego gumka do mazania zwie się eraser. Natomiast w brytyjskim angielskim gumka do mazania to rubber a, mówiąc po amerykańsku, rubber to nad Tamizą condom. W epoce swobody obyczajowej i walki z AIDS taka wiedza może być nieoceniona.


One way ticket

Lista podobnych różnic jest długa. Nie pytajcie w Ameryce o pub, bowiem najbliższy znajdziecie w Irlandii. Amerykański pub to po prostu bar. Jeśli chcecie zjechać na parter, naciśnijcie w windzie 1st floor, a nie jak w Anglii ground floor. Pamiętajcie też, że winda to nie lift lecz elevator.

Do piwa zamawiajcie potato chips, a nie, jak w Anglii, potato crisps. A gdy zechcecie sobie ulżyć pytajcie o restroom, a nie do public toilet. Chcąc zapłacić rachunek, poproście o check, a nie o bill.

Natomiast kiedy Ameryka wam się już znudzi i postanowicie wrócić do ojczyzny, kupcie one way ticket, a nie single ticket, który może być pomylony z biletem dla singla.

Profesor Bell, z Instytutu Języka Angielskiego Bell w Krakowie.

 
« poprzedni artykuł   następny artykuł »
 
Top! Top!