|
7 grzechów głównych krakowskich uczelni Zanim wybierzecie uczelnię i kierunek studiów zróbcie jej rachunek sumienia. Przedstawiamy „Siedem grzechów głównych krakowskich uczelni”, czyli subiektywny przegląd tego, co naszym zdaniem najbardziej uciążliwe w życiu studenckim pod Wawelem. Niezależnie od uczelni, na jakiej się studiuje. Pierwszy: tradycja, tradycja i jeszcze raz tradycja
Wielu profesorów to ludzie starej daty. Zagrzebani w książkach kochają konwenanse. - Wbiegłem kiedyś spóźniony na dyżur u kierownika jednej z katedr. Miałem coś zaliczyć. Pan profesor spojrzał na mnie zza biurka, i powiedział: „W średniowieczu za takie zachowanie można by pana ukarać co najmniej chłostą. Królowi nie można było przeszkadzać. Co najwyżej mógłby pan zapukać i poprosić o audiencję”. Następnie zostałem wyproszony za drzwi, i dopiero kiedy zapukałem ponownie (kilka razy) zostałem poproszony. Podobno w ten sposób miałem nauczyć się cierpliwości i szacunku. To było dziwne i trochę niesmaczne. Poczułem się, jakbym był zbesztanym 4-latkiem - mówi Paweł, student historii. To częste problemy krakowskich studentów. Zazwyczaj zdarzają się na starych uczelniach. Na młodych, nowo otwieranych kierunkach częściej zdarza się młoda kadra, która za nic ma uświęconą tradycją zasadę „mistrz - uczeń”. - Mam wielu doktorów na swoich studiach, którzy podkreślają, że chcą z nami współpracować. Tak po prostu. Wielu siedząc na dyżurze ma otwarte drzwi, bo to są godziny dla nas. Nie robią sztucznych podziałów, chętnie z nami żartują i dyskutują - mówi Kasia, studentka amerykanistyki Uwaga od starszego rocznika: Kluczowe słowa „dzień dobry, przepraszam, proszę” warto sobie przypomnieć bez względu na to, na jakie studia się wybieracie. Czasem otwierają nawet drzwi sekretariatów zatrzaśnięte po godzinach pracy.
Drugi: biurokracja
Załatwienie czegokolwiek w sekretariacie graniczy z cudem. Zwłaszcza w październiku. Niekończące się kolejki, przepychanki pod drzwiami i ciągłe czekanie. Panie sekretarki często nie ułatwiają studentom życia. - Zawsze podkreślą, że „Jeszcze 4 minuty do otwarcia”. A nie daj Boże przyjść po godzinach urzędowania. Nie dość, że nic nie załatwisz, to jeszcze każda coś od siebie doda na temat twojej kompetencji. „Nawet drzwi nie można otworzyć, żeby nie siedzieć w zaduchu, bo zaraz walą do nas tłumy” - irytuje się Piotrek, student prawa. Im mniej liczebny kierunek, tym mniej problemów z załatwianiem papierków. Bo Panie sekretarki mniej się denerwują, obsługując spóźnionych delikwentów. Nawet czasem sympatycznie podyskutują o tym, jak ciężki jest żywot krakowskiego żaka. Uwaga od starszego rocznika: idąc na liczebny kierunek uzbrój się w cierpliwość. Dla osób o słabszych nerwach pozostaje wybór kameralnych studiów.
Trzeci: galeria oryginałów
Specyficzne, kameralne kierunki jak teatrologia, historia sztuki czy etnologia to czasem istne muzeum osobliwości. Zarówno wśród studentów, jak i wśród profesorów. Kiedy zdecydować się na taki kierunek? Kiedy masz pewność, że dziwactwa ci po prostu nie przeszkadzają. - Historia sztuki zawsze kojarzyła mi się z artystyczną bohemą, szalonym życiem w półświatku. Ale wielu tamtejszych studentów zaczyna przesadzać. Kiedy idąc Szewską z moim znajomym i jego koleżankami z historii sztuki postanowiłam wejść do pewnego znanego baru szybkiej obsługi (śmiech) usłyszałam „Świat jest u progu neomarksistowskiej rewolucji, a ty chcesz wspomagać drapieżnych kapitalistów”. Zatkało mnie. Ale kawę i tak kupiłam. Jednocześnie zdałam sobie sprawę, że do tego artystycznego światka po prostu nie przystaję. Oni kochają nie tylko sztukę, ale i aurę, która ją otacza. Wolę to jednak obserwować z daleka - mówi Agnieszka, studentka pedagogiki. Uwaga od starszego rocznika: Wybierając takie kierunki upewnijcie się, że chłopak w czarnym golfie, zgrywający postmodernistycznego intelektualistę i wygłaszający tezy o „końcu świata” nie będzie was zanadto irytował.
Czwarty: dysproporcja płci
Na wielu kierunkach dysproporcje płci rażąco odbiegają od stosunku 50% na 50%. Często wynikają z tego małe tarcia. - Jestem jedyną dziewczyną na roku. To bardzo wkurzające. Chłopaki czasem traktują mnie nie jak kobietę tylko jak kumpla. Nawet wykładowcy często mówią „Panowie”. To bardzo denerwujące. Z czasem „zdziczałam” na tyle, że nie wiedziałam jak się zachować, gdy kolega z uprzejmości podał mi płaszcz - mówi Kasia, studentka AGH. Uwaga od starszego rocznika: Często wybierając kierunek w ogóle nie zastanawiamy się kogo tam spotkamy. Może warto pomyśleć, czy miłość do samochodów zrównoważy nam brak koleżanki w ławce?
Piąty: niewielka elastyczność
Wielu studentom przeszkadza także brak elastyczności profesorów. Nie chcą nawet słyszeć o przekładaniu egzaminów, zdawaniu na dyżurach czy zmianie terminów. - To naprawdę oburzające. Przecież ważne, żebym była przygotowana. A to, czy egzamin, zwłaszcza ustny, zdam w tym tygodniu, czy w następnym, to chyba najmniej istotne. Oprócz studiów mam jeszcze prace, więc nie zawsze mój plan sesji układa się w logiczną całość. Oprócz mnie na studiach jest kilku dwukierunkowców i parę osób, które tak jak ja już pracują. Nawet jeśli wszyscy poprosimy o zmianę terminu, zazwyczaj jesteśmy zbywani. Bardzo mnie to denerwuje - mówi Danka, studentka administracji. Uwaga od starszych roczników: patrz grzech pierwszy!!
Szósty: prywatny nie znaczy gorszy
Od wielu już lat w Krakowie widać tendencję do rywalizacji między uczelniami państwowymi i prywatnymi, która często przekłada się na stosunki studentów jednych i drugich. - Warto odczarować mit. Prawdą jest, że naprawdę wielu studentów prywatnych uczelni uważa, że skoro płaci, to musi zdać. Ale jest też wielu, którzy np. korzystają z dyżurów, by móc porozmawiać o nurtujących ich problemach z zakresu, który szczególnie ich w prawie interesuje. Chcą się rozwijać, poszerzać wiedzę. Nie można wszystkich wrzucać do jednego worka - mówi wykładowca jednej z krakowskich uczelni prywatnych. Uwaga od starszego rocznika: trudno jednoznacznie ocenić poziom nauczania na danym kierunku. Warto porozmawiać z absolwentami uczelni, na którą się wybieracie. Powiedzą więcej niż niejeden ranking.
Siódmy: czasu więcej na naukę niż na imprezy
Wielu narzeka na nadmiar nauki. Ale są kierunki, gdzie po prostu inaczej się nie da. - Kiedy zdecydowałem się na medycynę wiedziałem, że tak będzie. I zupełnie mi to nie przeszkadza. Nigdy nie byłem duszą towarzystwa, więc chętnie zamykam się w swoim pokoju i czytam. Nie odbieram tego jako dyskomfortu. To dla mnie składnik studenckiego życia - mówi Andrzej, student medycyny. Ale wielu osobom ilość materiałów, z których trzeba się przygotowywać na cotygodniowe ćwiczenia, bardzo przeszkadza. - Na pierwszym, drugim roku miałam tak mało czasu na imprezowanie, że z czasem zaczęło mnie to irytować. „Studenckie życie” - powtarzali wszyscy, a ja zazwyczaj weekend spędzałam zakopana w notatkach. Ale z czasem mniej zaczęłam się przejmować. Teraz już zawsze znajduję czas na poimprezowanie w ulubionym klubie - mówi Asia, studentka stosunków międzynarodowych. Uwaga od starszego rocznika: zastanówcie się wybierając kierunek czy chcecie się uczyć czy studiować. Bo to drugie to tak naprawdę nauka plus życie po godzinach. Warto o tym pamiętać. |