Jagiellońskie centrum językowe - Wakacyjne kursy językowe
 
Start arrow Studia i stypendia arrow Studenckie wspomnienia architekta prof. Wiktora Zina (cz. 4)
 
 
Studenckie wspomnienia architekta prof. Wiktora Zina (cz. 4) Email
Oceny: / 5 KiepskiBardzo dobry 
Autor: Wiktor Zin   
11.03.2007.

Dyplom w kawie


Świetnie pamiętam ten czas, kiedy do dyplomu pozostał mi jeden egzamin. Dyplomy ówczesne! Dyplomy były klauzurowe*. I nikt nie znał, bo nie mógł znać, tematów, które przygotowywali promotorzy.

Szarą eminencją każdego egzaminu dyplomowego był w tym czasie prof. Andrzej Domański, który pracował w katedrze urbanistyki prowadzonej przez profesora Politechniki Warszawskiej Tadeusza Tołwińskiego. Do dziś zastanawiam się, dlaczego ten człowiek aż tak poświęcał się, że swój tydzień dzielił na dwie części: warszawską i krakowską. W imię jakich kryteriów aż tak się męczył — podróże do Warszawy nie były wtedy łatwe.

Rys. Andrzej Mleczko
Rys. Andrzej Mleczko
Otrzymałem absolutorium. Ja, a razem ze mną Tomek Mańkowski — słynny dzisiaj profesor, i nasz znakomity przyjaciel Andrzej Korzeniowski. Tylko ja wiedziałem, że jego ojciec, pułkownik Nałęcz Korzeniowski, był jednym z adiutantów marszałka Józefa Piłsudskiego. Nas trzech stanowiło całkowity dyplomowy kontyngent naszego roku. Inni musieli studiować dalej, cały semestr, albo nawet i dwa.

Przypominam sobie tamten czas. Wspólnie z Andrzejem — jako mieszkańcy Klasztoru — przepisowo wyspowiadaliśmy się przed pójściem na klauzurę!

Na sali dyplomowej całe grono profesorskie pozostało na uboczu, królował tu prof. Domański. Był pełnomocnikiem Rady Wydziału i to on miał przygotowane tematy. Ja chciałem robić dyplom u prof. Tołwińskiego. Dyplom z urbanistyki. Andrzej wybrał kogo innego, a i Tomek miał swoje własne zainteresowania.

Zaczęło się. Prof. Tołwiński zaoferował swoim absolwentom temat. Zadanie dotyczyło dzielnicy Krakowa, której podstawowym elementem jest Kościół SS. Norbertanek na Zwierzyńcu. Zastanowić się nad lokalizacją nowego hotelu. Zacząłem z pamięci rysować zwierzynieckie remanenty. Z sali wyjść nie można było. Pod wieczór nieubłagany Domański skropił nasze prace kawą, a raczej popłuczynami po kawie. Szerokim pędzlem posmarował wszystkie szkice. Teraz, gdy absolwent rano zetknął się z tym, co wykonał poprzedniego dnia, nie mógł pozbyć się złych rysunków, bo zostały w nich kawowymi fusami utrwalone zarówno ich błędy jak i architektoniczne walory.

Następny ranek. Poszliśmy z Andrzejem na salę. Spotkała mnie miła niespodzianka: prof. Domański powiedział, że po dyplomie zostawi sobie moje szkice i oprawi je, by wisiały nad jego łóżkiem.

Dowiedziałem się też, że prof. Tołwiński chce ze mną odbyć rozmowę w terenie. Umówiliśmy się pod Kościołem SS. Norbertanek. Przyszedłem wcześniej, chodziłem po okolicy, by zapoznać się z tematem, a później podjechał taksówką profesor. Zapytał, jak widzę swoje zadanie tu na miejscu. Z wielką odwagą, większą od mojej wiedzy, zacząłem opowiadać o tej dzielnicy Krakowa. Profesor patrzył na mnie, słuchał, kiwał głową. Czasem przeczył. I tak się złożyło, że zasugerowałem wyburzenie „ohydnego” budynku tuż przy pętli tramwajowej, obniżenie wyniosłej budowli, która wypiętrzyła się ponad miarę. Profesor kiwał głową, w końcu powiedział: Bardzo dobrze. Rób więc jak powiedziałeś. Ale jeszcze zapytał: A attyka Klasztoru SS. Norbertanek?

Odpowiedziałem: Niech zostanie.

Wtedy podjechała taksówka i profesor powiedział: Jedziemy na Srebrną Górę, bo ci z Bielan muszą cię poznać.

Jaki był efekt mojego dyplomu klauzurowego, robionego piórkiem na wielkich kartonach? Wynik był celujący! A prof. Tołwiński przemawiając na podyplomowej gali powiedział: To najlepszy dyplom z tych warszawskich i krakowskich. Gratuluję panu serdecznie!

Przygoda z dyplomem skończyła się jednak szybko. Prof. Tołwiński nocował w gmachu Wydziału. Zmarł nagle.

Przybiegłem zaraz rano, by jako pierwszy pożegnać swego mistrza.


*Egzamin klauzurowy — egzamin pisemny odbywający się pod ścisłą kontrolą i w zamkniętej sali.

 
« poprzedni artykuł   następny artykuł »
 
Top! Top!