Jagiellońskie centrum językowe - Wakacyjne kursy językowe
 
Start arrow Studia i stypendia arrow Studenckie wspomnienia architekta prof. Wiktora Zina (cz. 2)
 
 
Studenckie wspomnienia architekta prof. Wiktora Zina (cz. 2) Email
Oceny: / 2 KiepskiBardzo dobry 
Autor: Wiktor Zin   
27.09.2006.

A wieżyczka na kościele stoi


Byłem studentem III roku architektury na Politechnice. Mój profesor Witold Dalbor, który zamieszkał na stałe w Zakopanem, pozwolił mi używać swojego pokoju w Krakowie, kiedy ten podczas jego nieobecności był wolny.


Przy oknie stał stół, a profesor przyjeżdżając stawiał na tym stole kwiaty. Ja, korzystając z przyzwolenia, zamieniałem ten mebel na rysownicę. W szufladzie stołu leżał „służbowy przyrząd” - przybornik służący do kreślenia.

Któregoś dnia wszedł do tego właśnie pokoju adiunkt naszej katedry Stefan Świszczowski. Palił fajkę, był człowiekiem bardzo dobrym. Usiadł i widząc mnie pracującego spytał, czy interesują mnie drobne prace konserwatorskie. On naturalnie podpisze i zajmie się „obrzeżami sprawy”, ale w tej chwili nie ma czasu ani możliwości, bo zajmuje się kaplicą u OO. Dominikanów. Jeśli zechcę da mi skierowanie na prowincję, bo obiekt jest nie byle jaki. Poradził mi, by wziąć sobie pomocnika. I tak urodziła się moja pierwsza realizacja konserwatorska.

*

Wraz z moim kolegą Zygmuntem (pochodził z Warszawy, należał do „Parasola”) pojechaliśmy pociągiem, trzecią klasą, do stacji Rudawa. Ja wiozłem ze sobą to, co „grupa naukowo-badawcza” wieźć powinna - niwelator, nowy nabytek katedry. Zygmunt miał przez ramię przewieszoną tekę z kartonami.

Rudawa. Niby nic, a jednak kościół, rynek, wszystko jeszcze pachnące okupacją. Wspaniała remiza strażacka, otoczenie kościoła jakby z kart Glogera. Tajemnicze kapliczki, no i ksiądz kanonik. Przeczytał pisemko od Stefana Świszczowskiego, spojrzał na nas i powiedział:

- Czas obiadu przybliżył się. Zobaczymy co nam gosposia poda.

Obiad był zwyczajny, plebanijny. W trakcie posilania się Zygmunt jakoś nagle poderwał się i ocierając usta ręką zapytał księdza:

- Jest fortepian, można coś zagrać? Na zakurzonym instrumencie piętrzyły się nuty. Zygmunt usiadł i zaczął grać. To tak jakby ktoś sprawdzał możliwości nieznanego wierzchowca. Ej, Zygmunt potrafił z pozornie martwego instrumentu wydobyć życie. Najpierw zagrał niby coś z Szopena, później przeszedł na Liszta. Jest taka rapsodia chwaląca tańce węgierskie. Tam trzeba używać wszystkich palców obydwu rąk. Ksiądz kanonik, starszy od nas może o 15 lat, wstał nagle od stołu, podszedł do fortepianu i zaczął sprawdzać nuty. W końcu wydobył partyturę tego co zagrał Zygmunt, a później… Zaczęli na cztery ręce grać owego Franciszka Liszta. To było piękne!

*

Dach kościoła w Rudawie był bardzo zniszczony, a sygnaturka przegniła. Trzeba ją było odbudować, zaś ja zaproponowałem jej formę. Kanonik pokazał mi starą fotografie.

Później adiunkt Świszczowski zapytał mnie: - Co z sygnaturką w Rudawie? Odpowiedziałem: - Już stoi. W Rudawie poznałem dwóch wspaniałych ludzi, cieślę i kowala.

A on na to: - Przecież ja i tak muszę to zatwierdzić.

*

Po latach spotkałem Zygmunta w Warszawie, w otoczeniu Jerzego Hryniewieckiego. Przestał mówić, miał otwór w pobliżu krtani. Przywitaliśmy się serdecznie. Poprosił o kartkę i napisał na serwetce: Fr. Liszt rapsod…

Co było później? Nie wiem. A wieżyczka na kościele w Rudawie stoi. I dziś któż wie o takich kolejach losu. Są moje projekty w Europie, w Stanach, ale żeby w Rudawie?


Studenckie wspomnienia architekta prof. Wiktora Zina (cz. 1)


Andrzej MleczkoProf. Wiktor Zin, architekt, dr h.c. kilku uczelni, autor ciekawych programów telewizyjnych, złożył kiedyś Czytelnikom „SMS” sympatyczną deklarację: „Rozczuliła mnie cena 1 grosz. To też postanowiłem za 1/4 grosza napisać pierwszy odcinek „Ja też byłem studentem”.

Andrzej Mleczko
Andrzej Mleczko
Odcinków będzie 4-5, ale honorarium nie przekroczy grosza. Proponuję jeszcze, by mój były, ale za to zdolny student, p. Andrzej Mleczko, zilustrował moje teksty. O ile go znam, wykona to z ochotą, też w cenie 1 grosza. Z przyjemnością drukujemy dziś drugi odcinek wspomnień Profesora, oczywiście z rysunkiem Andrzeja Mleczki. Za jeden grosz!

 
« poprzedni artykuł   następny artykuł »
 
Top! Top!