Byłem studentem IV roku architektury, na wydziale pojawiły się pierwsze telefony (1949 rok). W listopadowy dzień, bodaj w środę, z Zakopanego zadzwonił mój profesor Witold Dalbor. Pragnął poinformować, że w czwartek nie przyjedzie, ponieważ jest przeziębiony i prosił bym odwołał Jego wykład z historii sztuki. Na ostatnim wykładzie profesora wyświetlałem potrzebne ilustracje. Na sali był epidiaskop. I były wybrane dalsze obrazy. Profesor omawiał właśnie twórczość Diego Velásqueza. Pamiętam dobrze ten telefon, za oknem stała topola lekko oszroniona. To dziś wydaje się takie proste i zwyczajne. Mój szef informuje, że jest chory i prosi o odwołanie wykładu. A ja tymczasem chcę prosić go, by właśnie mnie powierzył to zadanie. Czy to było grzeczne i godne, trudno mi dziś powiedzieć, ale odpowiedź była taka: — Panie profesorze! Proszę się nie martwić, wybraliśmy ilustracje. To ja im — w imieniu Pana — pokażę i powiem o pańskiej chorobie.
W telefonie coś zaskrzeczało i to był koniec naszej rozmowy. Później sekretarka z dziekanatu dzwoniła, ale profesor powiedział, że ze mną wszystko załatwił. Po każdej środzie następuje czwartek. Wykład miał rozpocząć się o godz. 10. Tu muszę wyjawić pewną tajemnicę. Podczas okupacji do mego Hrubieszowa przesiedleni zostali ludzie z Poznania. Miałem osobliwe szczęście, bo mój dziadek przyjął „na mieszkanie” dwóch profesorów biegłych w dziejach sztuki. Jednym z nich był prof. Malinowski. Rozmawialiśmy o rzeczach mądrych, te spotkania z nimi były dla mnie wspaniałą lekcją historii malarstwa i architektury. Ale wróćmy na uczelnię. Wykłady prof. Dalbora cieszyły się dużym uznaniem. Uczestniczyli w nich także studenci Wyższej Szkoły Muzycznej. W tamten czwartek wszyscy czekali na profesora, a tu nagle zjawia się piszący te słowa. Przynosi ze sobą skrzynkę z farbami. I posłuchajcie tylko.  Madonna - obraz Murilla, o którym mówił na wykładzie prof. Zin Zaczynam mówić o Velásquezie, o Escorialu. Obrazy wyświetla mój kolega Władysław Grabski. Potem na ekranie pojawia się słynna Madonna namalowana przez Murilla. To bardzo znany obraz. Wtedy poprosiłem o światło i zacząłem prezentować szkatułkę malarską z którą przyszedłem na wykład. Przeniosłem słuchaczy z tej sali do Hrubieszowa, gdzie mój dziadek miał pracownię malarską. To musiał być jakiś teatr, bo wszyscy wstali z miejsc i podeszli, by tę kasetę obejrzeć. Wszystko co mówiłem o tej kasecie pochodziło od Mikołaja. Pamiętam postać, chociaż jej nie identyfikuję. Był uczniem dziadka i miał miękką brodę. Pamiętam jak stał przed wielką kopią Madonny Murilla. W pewnej chwili wyjął z kasety nóż i przeciął swe płótno.Wtedy poprosiłem, by Grabski pokazał ten właśnie obraz, który dziś wisi w wiejskim kościółku w Buśni na Lubelszczyźnie. Zrobiło to na studentach duże wrażenie. Kogo zainteresuje ta historia niech przeczyta pierwszy tom „Półgłosem i ciszą”, gdzie to szerzej opisałem. Taki był mój pierwszy wykład, który słuchacze nagrodzili brawami. |