|
Wakacje marzeń na Wyspach Owczych i w Islandii
Leży w Europie, słynie z ptasich kolonii, braku lasów, licznych wodospadów, pięknych widoków i częstych opadów deszczu. Mieszka w nim 45 tysięcy Farejczyków. O jaki kraj chodzi? Przed wyjazdem na wakacje zadałem tę zagadkę kilkunastu osobom. Żadna nie odpowiedziała poprawnie — Wyspy Owcze.
 FOT. PAWEŁ MARKIEWICZ
Natura, która zachwyca
To najpiękniejszy rejon Europy, a mam porównanie, bo zwiedziłem większość ciekawych zakątków kontynentu. Dopływam promem z Danii do Torshavn, stolicy liczącej 15 tys. mieszkańców i zakochuje się od pierwszego wejrzenia. Wokół natura, która zachwyca. Farejczycy — tak nazywa się mieszkańców Wysp od anglojęzycznej nazwy Faroe Islands — są otwarci na innych, przyjaźni, uczciwi i pacyfistycznie nastawieni do świata. Trafiłem na imprezę, gdzie nie znałem ani jednej osoby. Przez noc skumplowałem się z pięćdziesiątką Farejczyków. O północy jest jasno, koszę trawę ludziom, którzy zaoferowali mi nocleg, naokoło pasą się owce (jest ich tutaj trzy razy więcej niż ludzi), wszędzie mnóstwo ptaków. Podziwu nie jest w stanie zburzyć nawet padający cztery razy w ciągu dnia deszcz. Do Kirkjubour, najstarszej osady na Wyspach, szedłem pieszo, przez góry i łąki. Tego dnia spotkałem najpiękniejszą ciszę. W pewnym miejscu po prostu do uszu nie dobiegał żaden dźwięk, nawet natura pod postacią wiatru czy zwierząt jakby zamarła. Kiedy po trzech dniach opuszczałem ten egzotyczny kraj, czułem żal, że nie mogę zostać dłużej. Zwiedziłem jedną z osiemnastu wysp. Pozostałe czekają…
 FOT. PAWEŁ MARKIEWICZ
Na innej planecie
Podróż na Islandię to kolejny dzień na promie, a później autostop. Islandczycy wierzą w elfy. Jeśli istnieją, to chyba pomogły mi na stopie — pewien Duńczyk, wyposażony w jeepa z napędem na cztery koła, wiózł mnie przez ponad 500 km. Okazało się, że jest islandoholikiem. Pokazywał mi najpopularniejsze miejsca, oraz takie, o których informacji nie można znaleźć w żadnym przewodniku: Jokulsarlon — lagunę wypełnioną górami lodowymi, 62-metrowy wodospad Skogafoss i otoczony górami stary basen z wodą o temperaturze 30 stopni spływającą prosto ze skał. Odwiedzaliśmy też dzikie kąpieliska, mające nieporównywalnie większy urok niż Błękitna Laguna — komercyjny obiekt, gdzie w wodach termalnych (ogrzanych dodatkowo przez pobliską fabrykę) można zażyć kąpieli. Gejzery, z których woda tryska na wysokość kilku metrówi i gigantyczny wodospad Gullfoss pokazują, co jest największą siłą Islandii — przyroda. Stolica, Reykjavík, kusi turystów głównie imprezami. W letnie weekendy miasto budzi się do życia około 1 w nocy, kiedy setki osób wychodzą do knajp i zabawa, mocno zakrapiana alkoholem, trwa do rana. Ciekawostką jest, że piwo zalegalizowano tu dopiero w 1989 roku, ale Islandczycy lubią odróżniać się od innych narodów. Chyba jako jedyni w Europie nie mają słów „policja” czy „telefon” (tylko odpowiednio „logreglunni” i „sim”). Nie mają też typowych nazwisk lecz patronimiczne, określane na podstawie imienia rodzica, najczęściej ojca, np. Jon, syn Guorun. Islandia jest dziwnym krajem, przypominającym inny kontynent, a nawet inną planetę.  FOT. PAWEŁ MARKIEWICZ
Koszty wyprawy:* Autobus z Polski do Danii i z powrotem oraz prom na Islandię i z powrotem — około 1800 zł. * Noclegi na Wyspach Owczych oraz w Islandii na polu namiotowym — około 80 zł/noc. * Jedzenie na wyspach jest bardzo drogie (kawałek pizzy w barze szybkiej obsługi — 15 zł, popularne tu prince polo — 14 zł, obiad w restauracji — 150 zł).
Dwutygodniowa wyprawa to koszt rzędu 5 000 zł. |