|
Zaczyna być tak zimno, że przestaje mi się chcieć. Przewidywania są takie, że pod koniec tygodnia ma padać śnieg, a ja jestem ciepłolubna. Wczoraj, jak tylko usłyszałam te pogodowe zapowiedzi, nałożyłam na siebie dodatkową parę skarpet i otuliłam się kocem. On popatrzył na mnie i po chwili przyszedł z kubkiem gorącej, malinowej herbaty. - Mam coś dla ciebie - powiedział tajemniczo
- Naprawdę? - zdziwiłam się na poważnie, bo to ani żadnej rocznicy nie ma, ani imienin, urodzin, do Mikołaja i Gwiazdki jeszcze trochę. - To miał być precent na Mikołaja, ale dam ci go dzisiaj. - Nie musisz... - powiedziałam bardziej dla kurtuazji, bo przecież gdyby mi tego prezentu nie dał dziś, to jutro rozpoczęłabym przeszukiwanie mieszkania. - Zamknij oczy - poprosił - nie możesz widzieć, gdzie jest moja prezentowa kryjówka. Zamknęłam oczy i rozczapierzyłam palce. - Nie oszukuj, bo nie dostaniesz! - zagroził i otworzył szafę. Wyciągnął z niej czarny szalik i czapkę. Szalik zawiązał mi na oczy, a na twarz nasunął czapkę. - Dla pewności przykryję cię jeszcze kocem, ale jeśli tylko się poruszysz, nici z niespodzianki, ok? - Ok, no ok - zgodziłam się. Zaczął chodzić po pokoju. Otworzył jakąś szafkę, potem drzwi wejściowe i chyba lodówkę. Wszedł do łazienki, a przynajmniej tak mi sie wydawało. Zgasił lub zapalił światło, znowu otworzył wejściowe drzwi, bo znowu poczułam powiew zimnego powietrza. Wrócił na kanapę i oznajmił, że mogę już wygrzebać się spod koca. Na stole czekał na mnie dość duży pakunek. Popatrzyłam na niego ze zdziwieniem i szybko rozpoczęłam zrywanie szarego papieru. - Nie jest zapakowany, bo miałaś go dostać dopiero w grudniu - zaczął się tłumaczyć. - To nic, to nic... kamizelka? - zdziwiłam się. Trzymałam w ręku brązową, dość grubą kamizelkę. Nie była brzydka, ale nie miała też nic w sobie takiego, by sie nią jakoś specjalnie zachwycać. On czekał zniecierpliwiony na moją reakcję. - Bardzo ci dziękuję - powiedziałam ostrożnie. - Ja wiem, że ona nie jest... mhm, jakby to ująć... okazała, ale to nie o to w niej chodzi. Zobacz, co ma w środku - zachęcił mnie. - Jak to w środku? - zdziwiłam się i przewróciłam ją na lewą stronę. - No zobacz, bo ona na wysokości nerek ma dwa takie mini-grzejniczki zasilane na bateryjki. Dotknęłam podszewki i faktycznie coś tam było. - No co ty?! Przecież to jest fantastyczne!!!! Zgadnijcie w czym w środę idę na groby? I zgadnijcie, gdzie on to kupił? |