A kiedy On zaczyna przeklinać, czar pryska. Wtedy wszystkie, nawet te najmniejsze i najbardziej starannie utkane w sieć radości i spokoju elementy spadają mi na głowę. I za każdym razem, kiedy On wypowiada swą sekwencję, pojawia się w mojej głowie myśl, jak mogłam być taka głupia…. ehhh.
Zaraz potem jednak, kiedy zerkam na niego klęczącego nad malutką śrubką, która nie chce się odkręcić, albo nagle gdzieś upadła, zaszywając się w ciemnym kącie, uśmiecham się, bo sytuacja wydaje mi się zwyczajnie komiczna. Słoń w składzie porcelany.
I wtedy On patrzy na mnie z wyrzutem i tonem, jakby mówił do zdrajcy, pyta: - Czy ty też musisz mnie dziś wkurwiać? A ja odsuwam się od niego o jakiś niewidzialny milowy krok. Staje się mi obcy. W moim domu z dzieciństwa nikt nigdy do nikogo nie powiedział 'wkurwiasz mnie'. Trzaskam drzwiami. Wychodzę. Tyle tylko, że serce nie sługa. Rozum nie ma tu większości. Siedzę na balkonie/korytarzu, pochlipuję sobie cicho. Zapalam papierosa, choć już miałam nie palić. Wściekam się, że doprowadził do takiej sytuacji i obmyślam plan wyprowadzki. Wiem jednak, że On zaraz do mnie przyjdzie, przeprosi i znowu będzie dobrze. Same sprzeczności. A śrubki będą leżeć na podłodze nieprzykręcone dopóki sama tego nie zrobię. Takie są efekty bycia z facetem, który nie posiada zdolności manualnych. |